Putin mówi jedno, Orbán słyszy drugie
Powyższe zdanie to nie metafora. Jak relacjonują węgierskie media: tłumacz, który brał udział w piątkowym spotkaniu Władimira Putina z Wiktorem Orbánem w Moskwie, przekazywał węgierskiemu premierowi co innego, niż mówił rosyjski przywódca. Na czym polegały różnice, mogą Państwo przeczytać dokładnie tutaj: Viktor Orbán u Władimira Putina. Putin mówił jedno, tłumacz przekazywał co innego. Oczywiście najważniejsze pytanie, jakie się pojawia, to: po co Orbán do Moskwy pojechał, skoro Putin jednak przez Zachodnią Europę został w ostatnich latach izolowany. Owszem, Orbán odwiedził go, gdy Węgry sprawowały prezydencje w UE, ale wówczas przekonywał, że ma mandat ze strony UE (którego w istocie nie miał), do tego, by prowadzić rokowania pokojowe. Teraz sam przyznał, że celem jego wizyty jest załatwienie sobie taniej energii na nadchodzącą zimę i na kolejny rok. W swej książce Rafał, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wyrażał obawy, że biznes we Francji i Niemczech przebiera nogami, by wojna jak najszybciej się skończyła, aby wrócić do business as usual z Rosjanami – opisywał to jakiś czas temu Jerzy Haszczyński. Jak widać węgierski premier z robieniem biznesów z Rosją wcale nie chce czekać aż do końca wojny.
Kreml dziś rano skomentował za to sytuację w Kijowie. Świtem służby antykorupcyjne przeszukały rezydencję najbliższego współpracownika prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Andrija Jermaka. Zdaniem rzecznika Kremla świadczy to o trzęsieniu ziemi w ukraińskich władzach. Szkoda tylko, że pan Pieskow nie zauważył, że taka sytuacja w Rosji byłaby nie do pomyślenia. Bo w Kijowie istnieje niezależna instytucja, która jest w stanie wykryć korupcję na szczytach władzy. I potem pociągnąć skorumpowanych urzędników do odpowiedzialności – nawet jeśli są znajomymi prezydenta. W Moskwie korupcja nie jest mniejsza, ale nigdy nie zostanie wykryta przez niezależną instytucję. Jeśli zostanie nagłośniona, to stanie się to w ramach wewnętrznych czystek i przetasowań na szczytach władzy. Tym się właśnie różni państwo demokratyczne od dyktatury. I mimo wszystkich swoich słabości, właśnie taka jest różnica między Ukrainą a Rosją. I też to jest stawką trwającej wojny.