Newsletter Nauka i Zdrowie

Piątek, 28 listopada 2025

Piotr Cieśliński
redaktor działu Nauka, Klimat i Zdrowie

Wcale tego nie planowałem. Celem naszej wakacyjnej przygody było przejście szlakiem Johna Muira w górach Sierra Nevada.

John Muir Trail (JMT) to kultowa trasa o długości około 340 kilometrów. Wiedzie z doliny Yosemite - na północy, aż na wierzchołek Mount Whitney - na południu, przecinając trzy parki narodowe: Yosemite, Kings Canyon i Sekwoi.

Po drodze nie ma wielu schronisk ani miejsc, gdzie można by uzupełnić zapasy. A że szliśmy w drugiej połowie września, nawet te nieliczne ośrodki były już zamknięte na zimę. Większość rzeczy – w tym niemal całe jedzenie – musieliśmy razem z żoną i znajomymi nieść na plecach.

Dziennie, tylko w poziomie, pokonywaliśmy od 15 do 20 km. Do tego trzeba doliczyć podejścia, czasem kilometrowe. Łączna suma przewyższeń na tym szlaku to około 14 km. Nic więc dziwnego, że plecaki chcieliśmy odchudzić, jak tylko się dało – także, a może przede wszystkim, kosztem jedzenia.

W praktyce nasze posiłki sprowadzały się w związku z tym do porannej owsianki na wodzie, garści orzechów w ciągu dnia i wieczornego „obiadu", czyli liofilizowanego ryżu z kurczakiem albo ziemniaczanego purée z suszoną wołowiną.

Schudliśmy po osiem kilogramów.

Zupełnie się tego nie spodziewałem, zwłaszcza że przez cały poprzedni rok nie mogłem zrzucić nawet kilograma, choć naprawdę się starałem.

Nie każdy może wybrać się na taką wyprawę, ale z tego doświadczenia płynie kilka wniosków, które przydadzą się każdemu, kto chce schudnąć.

Po pierwsze: nie da się schudnąć bez ograniczenia kalorii.

„Z badań jednoznacznie wynika, że przeciętny człowiek zjada dziś znacznie więcej niż kiedyś. W zasadzie średnie spożycie kalorii jest na tyle wysokie, że dziwne, iż epidemia otyłości nie stanowi jeszcze poważniejszego problemu" – pisze Nicklas Brendborg w znakomitej książce „(Super)stymulowani" (wyd. Copernicus Center Press, tłum. Alicja Głuszak). Autor, biolog molekularny z Uniwersytetu Kopenhaskiego, analizuje w niej źródła współczesnych kryzysów zdrowotnych, w tym epidemii otyłości.

Musimy po prostu jeść mniej. Najłatwiej to osiągnąć, ograniczając dostęp do żywności. Nie mówię o ekstremalnych wyprawach, przeprowadzce w dziką głuszę czy zakładaniu kłódki na lodówkę, ale nawet niewielkie przeszkody wzmacniają silną wolę. Jeśli w domu nie ma słodyczy, chipsów czy innych przekąsek, to ich nie zjemy. Wyprawa do sklepu jest małym wysiłkiem, ale łatwiej go powstrzymać, niż zdusić w sobie zachciankę, gdy lody są na wyciągnięcie ręki.

Po drugie: monotonne, niewyszukane jedzenie ogranicza apetyt.

Badania to potwierdzają, a moje doświadczenie na JMT tylko mnie w tym utwierdziło. Po tygodniu orzechów i rodzynek czy porannej owsianki robiło mi się słabo na ich widok, a apetyt wyparowywał.

Biesiady naszych przodków – także współczesnych łowców-zbieraczy, jak społeczność Hadza, która nie ma problemu z otyłością – nie były szczególnie ekscytujące ani zróżnicowane. Jadali wciąż to samo i przygotowywali to w ten sam sposób.

Nowe i coraz popularniejsze leki odchudzające częściowo chronią przed ponownym przytyciem właśnie poprzez obniżenie apetytu.

„Tak naprawdę restrykcyjne diety są skuteczne dlatego, że za ich sprawą jedzenie
staje się nudne" – pisze Brendborg.

Podrzuca też kilka dobrych rad. Na przykład taką, że najbardziej sycącym, a jednocześnie niskokalorycznym produktem są… gotowane ziemniaki. Udowodnili to australijscy badacze, tworząc indeks sytości różnych potraw. Mogę to potwierdzić z pełnym przekonaniem: po paczce purée ziemniaczanego o wartości 130 kcal miałem przyjemne poczucie pełności i byłem syty do końca dnia.

Wniosek jest prosty: szukajmy produktów, które dają dużo sytości przy małej liczbie kalorii. W większości są to artykuły nieprzetworzone – z wyjątkiem orzechów, jak zauważa Brendborg. 

Cała reszta to już żadna tajemnica. Współczesna żywność jest celowo projektowana tak, abyśmy jedli więcej. Producenci robią wszystko, by manipulować naszą regulacją apetytu – grają cukrem, solą i tłuszczem. Wiedzą, że pragniemy różnorodności i coraz silniejszych bodźców. Optymalizują wszystko: kolor, teksturę, a nawet odgłosy, które wydaje jedzenie.

Znajomy dziennikarz z Niemiec, który od trzech dekad opisuje przemysł spożywczy, powiedział mi, że widział już tyle, że przestał kupować gotowe posiłki. Wszystko gotuje sam, od podstaw. I właściwie trudno mu się dziwić. Wiele badań pokazuje, że nieprzetworzona przemysłowo - tzw. prawdziwa - żywność działa na nas zupełnie inaczej.

NAUKOWCY DONOSZĄ

Mózg człowieka dojrzewa i starzeje się skokowo - odkryli naukowcy
Badacze namierzyli cztery przełomy i pięć epok w życiu ludzkiego mózgu. Jak się okazuje, mózg przeciętnego człowieka dojrzewa dopiero w wieku 32 lat.
CZYTAJ WIĘCEJ

DIETA

NIE MIESZAJ...

NASZ PORADNIK

PRAWDA CZY MIT

Ukraińcy w polskim systemie zdrowia. Przewodnik po dezinformacji
Mimo że wiele osób wierzy, iż Ukraińcy 'zajmują miejsca' w polskich szpitalach kosztem Polaków, fakty pokazują zupełnie inną sytuację. Sprawdzamy, co mówią dane.
CZYTAJ WIĘCEJ

PODCAST ZDROWA ROZMOWA