Skandal za skandalem w kwestii wojny w Ukrainie
W kwestii wojny w Ukrainie skandal za skandalem. Najpierw kompromitacja Stevena Witkoffa, specjalnego wysłannika Donalda Trumpa do negocjowania pokoju z Rosją, a prywatnie jego partnera z pola golfowego. Witkoffa przyłapano na tym, że podpowiadał Putinowi, jak wykorzystać słabości Trumpa, by zyskać przewagę w rozmowach z Kijowem. Co ciekawe, poinformowany o tym prezydent USA tylko wzruszył ramionami i powiedział, że w negocjacjach to normalne.
W Kijowie za to polityczne trzęsienie ziemi. Odchodzi drugi po Wołodymyrze Zełenskim, nieformalny „wiceprezydent” Ukrainy Andrij Jermak. Odchodzi ponoć dla dobra ojczyzny, ale tajemnicą poliszynela jest, że dzieje się to w cieniu gigantycznego skandalu korupcyjnego. Czy Jermak jest „umoczony”? To chyba logiczne. Po co miałby odchodzić, gdyby nie był? Jego rezygnacja stawia w niezwykle trudnej sytuacji samego Zełenskiego. Jeśli służby potwierdzą korupcję Jermaka, będzie to oznaczało, że działalność przestępczą w najtrudniejszym momencie historii Ukrainy prowadzili dwaj najbliżsi ludzie prezydenta. Byłby to kamień grobowy jego kariery i potężna komplikacja dla walczącej Ukrainy.
Czy powinniśmy być tym wszystkim zdziwieni? Znając Trumpa i swoistą obyczajowość ukraińskich elit politycznych - w żadnej mierze. A jednak musi dziwić łatwość z jaką prezydent największego mocarstwa świata porzuca trzystuletni dorobek światowej sztuki dyplomacji na rzecz wątpliwych talentów kolegi od golfa, a bohatersko prowadzący od czterech lat wojnę z Rosją Ukraińcy nie mogą się uwolnić od swoich obrzydliwych nałogów. Aż chciałoby się powiedzieć dość tego; zajmijmy się swoim podwórkiem. Chciałoby się, ale nie można. Bo jest ktoś gorszy, Władimir Putin. Tylko czyha na to, by po trupie Ukrainy stanąć na naszej granicy. A wtedy my poczujemy smak grozy. Cóż, trzeba zacisnąć zęby i wytrwać. O tym wszystkim piszemy na rp.pl i w Rzeczpospolitej. Czytajcie.