Jednym z takich przypadków był trądzik dojrzały, który na pierwszy rzut oka wyglądał bardzo „standardowo”. Obraz kliniczny: stany zapalne, zaskórniki, PIE/PIH, blizny potrądzikowe. Jednocześnie wyraźna suchość i zaburzona bariera skórna. To połączenie było pierwszym sygnałem, że intensyfikacja terapii przeciwtrądzikowej nie będzie tutaj dobrą decyzją. Kluczowym momentem okazało się wykonanie wymazu i antybiogramu. W badaniu wykazano liczny wzrost Enterococcus faecalis. To detal, który często bywa pomijany, a w tym przypadku miał ogromne znaczenie.
Enterococcus faecalis jest bakterią oportunistyczną – fizjologicznie bytującą w przewodzie pokarmowym, ale w środowisku skóry może skutecznie podtrzymywać stan zapalny, zaburzać gojenie i destabilizować terapię, nawet przy poprawnie dobranej pielęgnacji. W takich sytuacjach praca wyłącznie „na skórze” nie przynosi trwałych efektów, bo skóra nie ma warunków do wyciszenia i regeneracji.
Ten wynik całkowicie zmienił kierunek pracy. Priorytetem przestała być korekta zmian skórnych, a stało się działanie antybakteryjne, kontrola stanu zapalnego oraz odbudowa środowiska skóry, tak aby stworzyć warunki do realnego gojenia. W praktyce oznaczało to konieczność czasowego wycofania intensywnych bodźców zabiegowych oraz skoncentrowania się na stabilizacji. Równolegle wdrożono działania wspierające organizm od wewnątrz – suplementację dobraną pod aktualne potrzeby: omega-3 w celu modulacji stanu zapalnego, NAC jako wsparcie antyoksydacyjne, witaminę D do poziomu terapeutycznego oraz ukierunkowany probiotyk z maślanem, aby poprawić tolerancję i odpowiedź immunologiczną. W określonym momencie terapii zastosowano również colostrum jako element wspierający regenerację.
Równie istotna była pielęgnacja domowa – uproszczona i podporządkowana odbudowie bariery. Zamiast agresywnych schematów zastosowano składniki o działaniu przeciwzapalnym i barierowym, takie jak niacynamid, kwas traneksamowy (w kontekście PIH i zapalenia), PHA jako delikatna forma eksfoliacji oraz retinoid wprowadzany etapowo, dopiero po wyciszeniu skóry. Dopiero po opanowaniu komponentu bakteryjnego i zapalnego możliwe było bezpieczne planowanie dalszych działań – zarówno zabiegowych, jak i korygujących przebarwienia czy strukturę skóry – w sposób przewidywalny i stabilny.
Dlatego w tym roku chcę częściej pokazywać właśnie takie momenty decyzyjne: nie „co zastosować”, ale dlaczego czasem trzeba się cofnąć, zmienić kolejność i oprzeć się na danych. To, moim zdaniem, jest esencja dojrzałej praktyki kosmetologicznej.
Zmiany, które wprowadzam na stronie, idą dokładnie w tym kierunku – porządkuję materiały i programy tak, aby wspierały myślenie kliniczne i systemową pracę, a nie tylko rozszerzały listę procedur. W Programie MASTER takich analiz jest znacznie więcej, ale równie ważna jest dla mnie wymiana doświadczeń. Jeśli pracujesz z trudniejszymi przypadkami i masz swoje obserwacje, wnioski lub pytania – zapraszam do dzielenia się nimi. Wierzę, że rozmowa między praktykami daje często więcej niż kolejny schemat terapeutyczny.