Donald Trump, a sprawa polska. I duńska
Donald Trump swoją agresywną polityką wobec Grenlandii i gróźbami wobec Danii nieświadomie stawia PiS w trudnej sytuacji, ponieważ partia ta zbudowała swoją tożsamość na walce o suwerenność Polski w UE, a teraz musi bronić Trumpa, który narusza tę samą zasadę wobec sojuszników – pisze dzisiaj w komentarzu Artur Bartkiewicz.
Politycy PiS próbują kluczyć w tej sprawie, bagatelizując problem jako "sprawy małego kraju", co osłabia ich prosuwerenną narrację i otwiera pole dla Konfederacji oraz obozu liberalno-lewicowego. Konfederacje mogą wykorzystać sytuację, oskarżając PiS o uległość wobec USA, podczas gdy obóz rządzący zyskuje argument za zacieśnianiem współpracy europejskiej jako równoważnej filarowi amerykańskiemu. Cała sytuacja pokazuje, że proamerykańska strategia PiS może być politycznym hazardem, choć jednocześnie obecność wojsk USA w Polsce pozostaje kluczową kwestią bezpieczeństwa wobec zagrożenia ze strony Rosji.
W liście do premiera Norwegii Donald Trump napisał, że skoro nie dostał Pokojowej Nagrody Nobla, nie czuje się już zobowiązany do myślenia tylko o pokoju, lecz o tym, co dobre dla USA, i zakwestionował prawo własności Danii do Grenlandii, twierdząc że "nie ma żadnych spisanych dokumentów". O tym, że szef norweskiego rządu Jonas Gahr Støre otrzymał list od Donalda Trumpa poinformował w mediach społecznościowych Nick Schifrin, zajmujący się sprawami międzynarodowymi dziennikarz PBS News. Schifrin opublikował treść pisma na swym koncie w serwisie X. Trump zapowiedział w korespondencji nałożenie 10-procentowych ceł na osiem państw europejskich (w tym Danię, Niemcy i Francję), które wysłały żołnierzy na Grenlandię na ćwiczenia.
Tymczasem prezydent Karol Nawrocki znalazł się wśród światowych przywódców z prawie 60 krajów zaproszonych przez Donalda Trumpa do Rady Pokoju, która ma nadzorować realizację planu pokojowego w Strefie Gazy. Rada, na czele której stanie Trump, będzie koordynować odbudowę zniszczonej wojną enklawy i przyciągać inwestycje, a jej drugi etap zakłada wycofanie wojsk izraelskich i rozmieszczenie międzynarodowych sił stabilizacyjnych. Według Bloomberga państwa ubiegające się o stałe miejsce w Radzie muszą wnieść opłatę co najmniej miliarda dolarów za trzy lata członkostwa. Waszyngton nie zdementował tej informacji.