Wicha to także nieodżałowany autor „Książek”. Na naszych łamach pisał na przykład o
zjawisku cabin porn i o
porcelanowych figurkach, o
Pinokiu i o
rozkładach jazdy, które czynią nasze życie lepszym.
Lektura felietonów i tekstów okazjonalnych, które ukazały się po jego śmierci, to przywilej, ale zarazem wzmaga ten żal za wybitnym autorem. Co chwila ma się ochotę wykrzyknąć: co za gość! Część z nich ukazała się dwa lata temu w książce „Gościnne występy”. Felietony z „Wyborczej” ukazują się teraz w „Prostych rzeczach” –
zbiorze, o którym pisze laureatka Nike 2025 Eliza Kącka.
A pisze m.in. to: „Prostota jest trudna. Wymaga konsekwencji, dystansu, otwartości. I jeszcze, właśnie jak u Wichy, humoru abstrakcyjnego. Bardzo niewielu pisarzy umiało sporządzić taki atrament. Może czasem Prus, Boy-Żeleński, Słonimski. A z zagranicznych Twain, Czechow, Zoszczenko (nawiasem mówiąc, literaturę rosyjską znał Wicha na wyrywki). Widzicie tu prawidłowość? Naprawdę dobre jest to, co stwarza wrażenie niewymuszonego. W czym nie znać walki (trzeba założyć, że najpewniej zaistniałej) z materią słowa. Miał Wicha tę łatwość w prowadzeniu myśli, której można tylko zazdrościć. W czystości zdania, konstrukcji wywodu, dobitności wniosków. To się nazywa pewna ręka”.