Kto kim w Polsce gardzi
Uwielbiam to rodzinne zdjęcie z imprezy poślubnej moich rodziców. Pośrodku siedzą oni – mama wpatrzona w ojca, on uśmiechnięty, z opuszczonym wzrokiem. Z lewej mój dziadek, potomek mieszczańskiej rodziny. Obok babcia, malarka, zbuntowane dziecko szlacheckiej familii. Po przeciwnej stronie drugi z dziadków – architekt, profesor. I druga babcia – właścicielka straganu z owocami i warzywami na słynnym bazarze Różyckiego; pochodzenie – z tzw. nizin społecznych. Są na zdjęciu jeszcze dwie z moich ciotek; jedna prowadziła sklepik na warszawskim Grochowie, druga skończyła studia i w czasach PRL zaliczała się do „inteligencji pracującej”.
Widać, że są w dobrej komitywie. Wtedy nie było mnie jeszcze na świecie, ale zaręczam, że później, kiedy już mogłem sam część z nich obserwować, ci ludzie pochodzący z tak różnych światów darzyli się sympatią i szacunkiem. Może to tłumaczy, dlaczego nijak nie mogę się odnaleźć w podziałach kreślonych przez tych, co za godnych szacunku uważają tylko (niepotrzebne skreślić): bywalców filharmonii, słuchaczy disco polo, wyborców PiS, sympatyków koalicji, tych, co w gościach zdejmują buty, tych, co nigdy nie obnażą skarpetek...
I tym bardziej doceniam tych, którzy do sprawy podchodzą na chłodno, racjonalnie tłumacząc, czemu szkodliwe są te gry w pogardę i ustalanie hierarchii podług literackich gustów, wysokości zarobków czy sympatii politycznych przy jednoczesnym udawaniu, że nie istnieją klasy społeczne czy grupy interesu. Przykład z tekstu Mateusza Kukli, którym otwieramy to wydanie „Plusa Minusa”. „Problem smogu łatwiej byłoby rozwiązać” – pisze autor – „odnosząc się do zasobów majątkowych poszczególnych klas społecznych i w zależności od nich nakładając odpowiednie obciążenia lub dotacje”. Kiedy jednak jak ognia unikamy klasowych pojęć, zostaje tylko wojna kulturowa, w której „samo istnienie smogu staje się wymysłem »eko-świrów«, a piece węglowe – ostoją polskiej tradycji”.
Znany prawnik prof. Marcin Matczak zwraca uwagę na przeciwskuteczność pogardliwego atakowania wartości wyborców konserwatywnych. – To samobójczy pomysł – mówi w wywiadzie, który przeprowadziła z nim Estera Flieger. Daria Chibner rozprawia się zaś z całym tym ustalaniem, co jest kulturą niską, a co wysoką – bo w obcowaniu z kulturą liczy się coś całkiem innego.
A pretekstem do takiego ułożenia numeru były w pewnym sensie... skarpetki. Te noszone przez Karola Nawrockiego, które odsłonił, odwiedzając pewną rodzinę w jej domu i zdejmując tam buty. Wybuchła o nie oczywiście internetowa wojenka, w której gest prezydenta uznano za dowód „wieśniactwa”. W tekście dla „Plusa Minusa” Izabela Popko poszła, by tak rzec, tropem skarpetek i opisała ich niebywałą karierę w ostatnich latach. To, że ludzie śmiało eksperymentują z ich doborem, sam widzę, ale że skarpetkowe trendy lansują największe domy mody – nie wiedziałem.
Przygotowaliśmy dla Państwa w tym numerze znacznie więcej ciekawych tekstów, nie będę ich szczegółowo omawiał. Mam jednak nadzieję, że trafią w różne gusta, że znajdziemy czytelników z różnych światów – bo nam w „Plusie Minusie” żaden nie wydaje się lepszy ani gorszy.