Kto zyskuje na sporze między marszałkiem Czarzastym i ambasadorem Rose’m
Wczorajsza decyzja ambasadora Stanów Zjednoczonych Toma Rose’a o zerwaniu relacji z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym postawiła całą Polskę w dość kłopotliwej sytuacji. Niby dobrze wiedzieć, że nasz najważniejszy sojusznik krytykę polityki prezydenta USA może uznać za atak na całe państwo i sojusz. Ale to nie jest dobra wiadomość dla nikogo w Polsce, bez względu na to, jak bardzo krytycznie odnosi się do przesadnej reakcji ambasadora.
Z jednej strony – sojusz z USA jest dla Polski jedną z podstawowych kwestii bezpieczeństwa. Z drugiej zaś – suwerenność i poczucie narodowej godności nie pozwalają, by Polska zaakceptowała namiestniczy sposób traktowania demokratycznie wybranych władz naszego kraju, bez względu na to, z jakiego kraju pochodziłby ambasador.
Z całej sprawy nie ma się co cieszyć. Szczególnie, że wciąż ona żyje, wywołuje nowe komentarze, sam ambasador Rose długo w noc dyskutował na jej temat z użytkownikami serwisu X…
W elektoracie liberalnym czy lewicowym – piszę o tym w komentarzu na rp.pl – marszałek Włodzimierz Czarzasty może zyskać wizerunkowo, a poparcie dla jego partii może wzrosnąć o parę punktów. Ale jak słusznie zauważył Michał Kolanko w dzisiejszym podcaście „Polityczne Michałki” w obecnej sytuacji geopolitycznej nie liczy się to, czy komuś wzrośnie czy spadnie, czy zyska wizerunkowo czy straci. Liczy się wyłącznie bezpieczeństwo naszego kraju.
Z tego punktu widzenia obecna sytuacja powinna nas martwić…