Newsletter Oglądamy, Słuchamy, Czytamy

Witold Mrozek
dziennikarz działu Kultura


Walentynki w teatrze? Czemu nie. To dobry pomysł. Relacja carycy Katarzyny Wielkiej z kniaziem Potiomkinem oraz królem Stanisławem Augustem Poniatowskim jako pomiatanym eks-em, nie jest może najbardziej inspirującą historią miłosną, ale „Termopile polskie" w reżyserii Jana Klaty imponują rozmachem i mocnym muzycznym uderzeniem, nawet jeśli wydają się propozycją dość konserwatywną – pisałem o tym więcej w "Wyborczej".
Jeśli więc macie ochotę na walentynkowy wieczór z Ojczyzną, Danutą Stenką jako carycą i grającym ostatniego polskiego króla Janem Fryczem (zagra 14 lutego) lub Jerzym Radziwiłowiczem (gra 13 i 15 lutego) – wybierzcie Teatr Narodowy.

A może zaangażowana czarna komedia? W walentynkowy weekend Michał Zadara wraca do Teatru Powszechnego w Warszawie z „Przypadkową śmiercią anarchistki". To oparty na słynnym tekście włoskiego noblisty Dario Fo, bezczelny spektakl polityczny ze świetną główną rolą Barbary Wysockiej. Tyleż komedia, co tragifarsa. Przez niecałe dwie godziny odbywa się tu rollercoaster zmienianych zeznań, prowokacji, przebieranek i kompromitacji.

Jeśli nie boicie się smutniejszych nut, wybierzcie TR Warszawa. Reżyserka Anna Smolar opowiada o miłości i żałobie w przejmującym, świetnie zagranym „Orfeuszu", w którym godzącym się ze stratą bohaterem mitu stają się kolejni aktorzy i aktorki, w różnych konfiguracjach płciowych. Kobiecy Orfeusz to jedna z najlepszych ról Justyny Wasilewskiej.

Rzecz jasna, teatralna Polska to nie tylko Warszawa. Dolnoślązakom polecam szalony seans teatralny w Wałbrzychu – „Immanuela Kanta" Thomasa Bernharda w reżyserii Agnieszki Olsten. Aktorka Agnieszka Kwietniewska rewelacyjnie gra w nim królewieckiego filozofa, który, na przekór historycznym faktom, wyrusza do Ameryki, a na pokładzie transoceanicznego statku spotyka pewną milionerkę.


Danuta Stenka i Oskar Hamerski w spektaklu "Termopile polskie" w Teatrze Narodowym

A Górny Śląsk? Tu radziłbym może i wręczyć ukochanej osobie bilet 14 lutego, ale zaczekać cztery dni z wyjściem do teatru, a właściwie hotelu – bo to w kameralnym hotelowym apartamencie 18 lutego grane jest dwa razy „Godej do mie" Roberta Talarczyka z Teatru Śląskiego, poruszający spektakl o kryzysie związku, o zaufaniu i o Śląsku. Gdyby Bergman był Ślązakiem, to właśnie to by napisał.

Na koniec: Kraków. Tu można zaryzykować i zobaczyć teatralny debiut Piotra Domalewskiego. Głośny reżyser filmowy w Starym Teatrze wystawił „Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy – epilog". Rozważania o Polsce i kolonializmie są tu doczepione nieco bez sensu, co próbuję opisać na naszych łamach, ale to przede wszystkim dobrze zagrana opowieść o rodzinie – i jako taka całkiem się broni. 

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA