Polacy podzieleni w ocenie konsekwencji decyzji ambasadora USA
Zerwanie przez ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce Thomasa Rose’a kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, spowodowane jakoby „oburzającymi i niesprowokowanymi zniewagami pod adresem prezydenta USA Donalda Trumpa”, wywołało w Polsce polityczną burzę. W późniejszym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Rose podkreślał znaczenie i trwałość sojuszu Polski z USA, ale odmówił wskazania, które dokładnie słowa Czarzastego tak bardzo go oburzyły.
Postanowiliśmy zapytać o ocenę tej sytuacji Polaków. Ponad połowa ankietowanych w sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” uważa, że zerwanie przez ambasadora Rose'a stosunków z marszałkiem polskiego Sejmu negatywnie wpływa na wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako sojusznika Polski. W odpowiedziach respondentów bardzo wyraźnie zarysowane są linie politycznych podziałów: najmniej przekonani o osłabieniu wiarygodności USA w związku z działaniami ambasadora tego kraju są wyborcy, którzy w 2023 r. głosowali na Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederację. Ocena wpływu decyzji Thomasa Rosa’a na wiarygodność USA różni się też znacząco, jeśli wziąć pod uwagę, na kogo badani głosowali w I turze wyborów prezydenckich.
Trudno się temu jednak dziwić, skoro w sprawie komentarzy ambasadora USA nie ma nawet zgody w polskim rządzie. Premier Donald Tusk we wpisie na X odpowiedział, że „sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać”. Ale już szefowa Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz widzi tę sytuację odmiennie: „Odpowiedzialni za Polskę muszą bardzo ważyć słowa. Z jednej strony bronić godności państwa polskiego, ale z drugiej – jeżeli można – nie eskalować” – podkreśliła w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.