| Zaczęło się niewinnie. Jedno piwo przy wieczornym ulubionym serialu. Kiedyś - absolutna norma, wręcz niezauważalny dodatek do wieczora. Dzisiaj? Rano budzę się z ciężką głową, jakbym świętował huczne imieniny u znajomych. Albo inna sytuacja - spotkanie towarzyskie, dwa kieliszki wina i nagle czuję, że mój język mnie nie słucha, plącząc się w najbardziej błyskotliwych (moim zdaniem) momentach rozmowy. Irytujące? Mało powiedziane, nigdy wcześniej tak nie było! Cóż, czas spojrzeć prawdzie w oczy - starzeję się. A wraz ze mną starzeje się mój wewnętrzny „zakład utylizacji odpadów". Spada tolerancja na alkohol. To, co kiedyś uchodziło mi płazem, dziś staje się wyzwaniem logistycznym dla mojego ciała. Mogłoby się wydawać, że z czasem głowa powinna stać się mocniejsza w wyniku wieloletniego treningu. Ale to nieprawda – to tak nie działa. Co się właściwie dzieje w środku, gdy przekraczamy pewną smugę cienia? To proces, który rozgrywa się na kilku poziomach: Po pierwsze: Mniej wody w organizmiePo 30. roku życia, jeśli nie trenujemy siłowo, co dekadę tracimy do 8 procent masy mięśniowej, którą zastępuje tkanka tłuszczowa. Dlaczego to ważne w kontekście alkoholu? Mięśnie to głównie woda, a tłuszcz – nie. Alkohol potrzebuje wody, by się rozcieńczyć. Skoro mamy jej w organizmie coraz mniej, to samo jedno piwo daje teraz znacznie wyższe stężenie alkoholu we krwi niż dziesięć lat temu. Uderza mocniej, bo ma po prostu mniej miejsca, by bezpiecznie zaparkować. Po drugie: Starzeje się wątrobaTa niegdyś niezawodna maszyna z czasem zwalnia obroty. Wątroba to główny zakład utylizacji alkoholu, ale z biegiem lat jej wydajność po prostu siada. Przepływ krwi zmniejsza się w niej o ok. 35-50 procent, co oznacza, że alkohol krąży w żyłach znacznie dłużej, zanim w ogóle doczeka się swojej kolejki do zneutralizowania. Kluczowa zmiana dotyczy enzymów, których wątroba używa do rozbicia alkoholu na aldehyd octowy (toksyczny!), a potem na bezpieczny kwas octowy. U starszej osoby te enzymy działają jak zmęczeni pracownicy na nocnej zmianie – wolniej i mniej dokładnie. Co gorsza, z wiekiem, jeśli się nie pilnujemy, fundujemy wątrobie inne obciążenia (choćby stłuszczenie), więc ma po prostu mniej rezerw, by radzić sobie z nagłym atakiem procentów. Po trzecie: Toksyczne metabolityRozkład alkoholu to proces tworzenia toksycznych produktów ubocznych, takich jak aldehyd octowy. To głównie on stoi za fatalnym samopoczuciem dnia następnego. Starszy organizm usuwa te toksyny w tempie żółwia. Dlatego kac, który kiedyś znikał po porannej kawie, dziś potrafi nękać nas przez dwa dni.. Po czwarte: Niebezpieczne związkiNie oszukujmy się, u wielu z nas z wiekiem w szafkach przybywa leków. Ciśnienie, cholesterol, coś na uspokojenie czy kręgosłup. Alkohol wchodzi z nimi w niebezpieczne związki, potęgując swoje działanie.
Do tego dochodzi fakt, że starsi ludzie rzadziej czują pragnienie. Pijemy mniej wody, więc alkohol odwadnia nas jeszcze skuteczniej, a to prosta droga do potwornego zmęczenia i problemów ze snem. Po piąte: Głowa już nie ta Nawet jeśli nasza wątroba jakoś dociągnie do mety, problemem staje się sam mózg. Starzejący się układ nerwowy jest po prostu bardziej czuły na działanie substancji psychoaktywnych. Te dwa kieliszki wina, które kiedyś tylko poprawiały humor, teraz paraliżują precyzyjne ośrodki mowy. Neurony reagują gwałtowniej, a my szybciej tracimy kontrolę nad tym, co i jak mówimy.
I tak to wygląda. Mój organizm wysyła mi jasny komunikat: „Słuchaj, stary, to już nie są lata dziewięćdziesiąte". I podpowiada - zawsze, ale to zawsze, miej pod ręką dużą szklankę wody. Bo w tej walce z biologią, to właśnie woda i zdrowy rozsądek są naszymi ostatnimi bastionami. Na zdrowie! Ale tym razem - piwo bezalkoholowe. | | | |
|