Do gabinetu medycyny naturalnej postanowiłem się wybrać, nie ujawniając, że piszę artykuł na ten temat. Dzięki tej wizycie miałem otrzymać „holistyczne określenie stanu zdrowia”. Zostałem zbadany za pomocą trzech metod „diagnostycznych”. Dlaczego w cudzysłowie? Gdyż zgodnie z polskim prawem diagnostyka laboratoryjna może być przeprowadzana wyłącznie przez diagnostę laboratoryjnego, lekarza spełniającego odpowiednie wymogi, lub przez osoby pod jego nadzorem za pomocą przeznaczonej do tego aparatury oraz w laboratorium. Wykonano mi mikroskopowe badanie żywej kropli krwi, biorezonans oraz analizę kwantową. Wybrałem ten pakiet ze względu na pierwszą metodę, bo analiza kropli krwi przeprowadzana jest na miejscu pod mikroskopem, co pozwala pacjentowi obserwować na żywo wszelkie nieprawidłowości, a ponieważ jestem biotechnologiem pracującym z mikroskopią, byłem bardzo ciekaw tego, co zobaczę.
Próżno szukać tego typu badań w przychodni lekarskiej czy szpitalu. Dlaczego? Stanowisko Rady Ekspertów Naczelnej Izby Lekarskiej z sierpnia 2023 roku dotyczące biorezonansu jest w tej kwestii jednoznaczne: „to pseudonaukowa i niekonwencjonalna metoda diagnostyczna, niezgodna z zasadami medycyny opartej na faktach i dowodach naukowych (evidence-based medicine). Żadne z rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych nie potwierdziło dotychczas skuteczności biorezonansu w jakimkolwiek zakresie, a szczególnie leczniczym”.
Podobne stanowisko wobec badania żywej kropli krwi zajęło Ministerstwo Zdrowia, wydając w 2018 roku oficjalne oświadczenie w odpowiedzi na interwencję Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych: „nie jest metodą potwierdzoną naukowo i nie jest zaliczane do żadnej ze znanych dziedzin medycyny”. Dlaczego zatem w ogóle ludzie decydują się na pseudodiagnostykę? Czy takie usługi w ogóle są legalne? Dlaczego sam poddałem się takim badaniom? Zaprowadziła mnie tam naukowa ciekawość i narastające od lat wątpliwości.
Uruchom subskrypcję, aby przeczytać cały artykuł z lutowego wydania „Pisma”.