Liderzy PiS i KO mogą się schować
Ani Jarosław Kaczyński, ani Donald Tusk nie mają na to szans. Nie zdobędą tak totalnej władzy w swoich ugrupowaniach. Wodzowski styl? Może być już zarezerwowany dla kogoś innego. Zobaczmy próbkę: „samodzielne przyjmowanie członków partii oraz jednoosobowe wymierzanie im kar dyscyplinarnych, z wykluczeniem włącznie” - pisze Wiktor Ferfecki. Tym politycznym szczęśliwcem (?) jest Sławomir Mentzen, w którego partii będzie obowiązywać statut dający liderowi potężne uprawnienia. Żeby było ciekawiej, doszło do tego dosyć przypadkowo, na skutek splotu okoliczności, zawiłości prawnych i delegalizacji poprzedniego ugrupowania Mentzena. A także decyzji sądu, który – ku zaskoczeniu samego lidera Konfederacji - ów zamordystyczny statut zatwierdził. Przed Mentzenem zatem szerokie możliwości, przynajmniej we własnej partii. O ile oczywiście odda mu stery Wojciech Machulski, który na skutek tych wszystkich powikłań formalnie jest szefem mentzenowskiego ugrupowania.
Zostawiając Konfederatów z ich problemami przenieśmy się za ocean, gdzie Donald Trump większych problemów nie widzi, przynajmniej jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone. Jego orędzie o stanie państwa było opowieścią o paśmie sukcesów, co z tego, że niekoniecznie zgodnym z prawdą. Gorzej, że Trump zdawkowo potraktował w swojej przemowie wojnę ukraińsko-rosyjską. Co o tym myśleć? „W obliczu rosyjskiego zagrożenia stawienie mu czoła jest dla Polski być albo nie być, a dla USA – to jedno z wielu globalnych wyzwań. Jeśli my przegramy – przegramy wszystko. Trump zaś zawsze będzie mógł powiedzieć, że tu się nie udało, ale osiem innych wojen zakończył. Dlatego musimy budując sojusze szukać też tych, których od Rosji nie oddziela ocean” – pisze w rp.pl Artur Bartkiewicz. I ma rację.