Wtorek, 3 marca 2026
wicenaczelna Wyborczej Kraków
Dzień dobry,
Transakcje rządzą dziś wyobraźnią – od geopolityki po gminny przetarg. W wizji Donalda Trumpa pokój staje się usługą premium, a dyplomacja – restrukturyzacją aktywów. Gaza ma być „projektem w tarapatach”, który odbuduje się jak deweloperski masterplan, Ukraina – obszarem z udziałami funduszy i oligarchów, a Iran – przeszkodą do domknięcia największych bliskowschodnich dealów. Dźwignią nie są już sojusze, tylko abonamenty: kto dopłaci, dostaje „parasol”; kto nie – może liczyć co najwyżej na „pakiet podstawowy”. Tę logikę Trump karmi niejasnością – raz obiecuje wymianę reżimu w Teheranie, raz „ułożenie się” z bardziej uległą frakcją. Ambiwalencja bywa tu polisą: jeśli się uda, to jego zasługa; jeśli nie – „to nie nasza wojna”. W tle wybory i ceny paliw. Tyle że rachunek ktoś i tak wystawi.

W Moskwie dochodzi inny rachunek: strach. Śmierć ajatollaha działa na Putina jak lustro. Tego scenariusza boją się wszyscy autokraci. Rosja gra więc na dwa fronty: nie zrywa mostów z Netanjahu i Trumpem, podtrzymuje negocjacyjny teatr wobec Ukrainy, a jednocześnie zaciera ręce na chwilowe rozproszenie uwagi świata. Relacje z Iranem? Transakcyjne – jak większość relacji, gdy tabelki zastępują strategię.

Odetchnijmy od wojny i spójrzmy na Polskę. Nie jesteśmy odizolowaną wyspą, która może uniknąć światowej wojennej zawieruchy, ale jednak wciąż żyjemy w bezpiecznym kraju, który całkiem dobrze radzi sobie na międzynarodowych rynkach. W rozmowie z prezesem Allegro Marcinem Kuśmierzem, który opowiada o tym, jak robi się wielki biznes, zderzają się dwie filozofie: lokalny ekosystem usług i danych kontra zalew tanich przesyłek, które omijają koszty i normy. Jeśli bezpieczeństwo bywa subskrypcją, dlaczego dostęp do rynku miałby nią nie być? Tyle że arbitrem w tej sytuacji są regulacje celno‑podatkowe i zdolność państw do egzekwowania zasad. Bez nich nawet najbardziej błyskotliwy pomysł biznesowy przegrywa z „nierealną” ceną.

Najdotkliwiej widać to jednak tam, gdzie liczyć powinny się nie KPI, lecz współczucie i odpowiedzialność. Historie Sobolewa, Bytomia, Płocka czy Wągrodna pokazują, jak łatwo „opieka” zamienia się w usługę odpadową, a żywe istoty – w pozycje kosztowe. Gminy rozliczają zwierzęta na „sztuki”, urzędy „rzucają okiem”. Kiedy system premiuje najniższą cenę i „wydajność utylizacji”, patologie nie są odchyleniem – są normą. Potrzebny jest inny model: pełna odpowiedzialność gmin za bezdomne zwierzęta aż do momentu pełnej adopcji, przejrzysta ewidencja, lokalne domy tymczasowe, standardy jak w ochronie zdrowia – i kontrola, która ma zęby, a nie pieczątkę.

Paradoksalnie, najrozsądniejszą odpowiedź na tę epokę tabelek dają naukowczynie z UJ. Ich projekt od początku nie był walką o cud terapeutyk na glejaka, ale poszukiwaniem nowej drogi podania znanego leku. Setki godzin w laboratorium dały efekt. Dzięki ich pracy lek działa mniej toksycznie na zdrowe komórki i dociera dokładnie tam, gdzie trzeba. To lekcja dla polityki i gospodarki: nie zawsze potrzebujemy „większej dawki siły” – częściej potrzebujemy mądrzejszego dostarczenia. 
To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.
TEMATY DNIA
NIE PRZEGAP
DAJ SIĘ WCIĄGNĄĆ