Czwarty dzień wojny. Więcej pytań niż odpowiedzi
Atak na Iran także i dzisiaj jest tematem dnia. Także na rynkach. Po wtorkowym panicznym nurkowaniu giełdy, w tym warszawska, liżą rany. Łapie oddech złoty, który – gdy piszę te słowa – odrobił dziś blisko 1 proc. wobec umacniającego się wcześniej dolara (kurs 3,66 zł) i 0,7 proc. – wobec euro (4,26 zł). Pytanie, co dalej? W czasach niepewności rynki finansowe tradycyjnie uciekają do dolara, na czym mocno tracą takie waluty jak nasza.
Po poniedziałkowo-wtorkowych znacznych wzrostach notowań ropy jest ona już najdroższa od początku 2025 r. I choć notowania w środę przestały rosnąć, w połączeniu ze wzmocnionym dolarem przyniosło to już falę podwyżek cen na polskich stacjach paliw. Pytanie, jak wysoką i czy to koniec?
Polska Rada Polityki Pieniężnej najwyraźniej nie ma takich obaw i nie boi się, że rozlewająca się właśnie po Bliskim Wschodzie wojna przyniesie trwały wzrost cen ropy, a w rezultacie także inflacji. Na zakończonym dzisiaj posiedzeniu RPP obniżyła stopy procentowe. W czasach wojennej niepewności to ryzykowne posunięcie. Można było poczekać miesiąc na opadnięcie pyłu bitewnego. Oby za jakiś czas Rada nie musiała stóp w pośpiechu podnosić.
A jest takie zagrożenie, bo rozpoczęty izraelsko-amerykańskim atakiem na Iran konflikt nie zapowiada się na wojnę błyskawiczną. Teheran zachował zdolność do prowadzenia działań zaczepnych i w odwecie atakuje kolejne mniej lub bardziej zaprzyjaźnione z USA kraje wokół Zatoki Perskiej. Próbuje w ten sposób rozlać konflikt na cały region, który dostarcza światu około 20 proc. zużywanej ropy naftowej. I nie wiemy dzisiaj, czy mu się ten wojenny szantaż nie uda.
Stawia to wielu ludzi w skomplikowanej sytuacji. Np. ekspaci mieszkający w rejonie Zatoki Perskiej, którzy wyjechali na Zachód w czasie Ramadanu, zastanawiają się, jak wrócić do domu w Emiratach. Zarówno oni, jak i ich firmy mają nadzieję na szybkie zakończenie konfliktu i nie rezygnują z planów biznesowej ekspansji.
W zupełnie innej sytuacji są polscy turyści, którzy utknęli w hotelach i na lotniskach w regionie. Nic dziwnego, że portale społecznościowe zaprząta dziś pytanie, kiedy rząd zorganizuje ich ewakuację. Ale – co zdumiewające – także czy wobec niechybnej przeceny stawek hotelowych nie nadarza się okazja taniego wyjazdu i urlopu na Bliskim Wschodzie.