Prezes najbardziej lubi te melodie, które zna najlepiej
Czy rozpoczynanie kampanii wyborczej na 20 miesięcy przed wyborami parlamentarnymi ma sens? Chyba nie, ale prezes Prawa i Sprawiedliwości ma inne zdanie. Czy da się zmienić kampanię parlamentarną w quasi-prezydencką, w której twarz i nazwisko jednej osoby liczą się bardziej niż program, silne listy i praca u podstaw na bazarkach? Wątpię, ale Jarosław Kaczyński ma inną koncepcję. Czy da się trzy razy z rzędu zaskoczyć opinię publiczną tym samym trickiem? Też nie bardzo, ale prezes jest przekonany, że skoro dwa razy się udało, to i za trzecim się uda.
Bo lubi te melodie, które najlepiej zna – jak pisze dziś w „Rzeczpospolitej” Michał Kolanko. I dlatego postanowił w sobotę zorganizować w Krakowie, w historycznej sali Sokoła, partyjny konwentykl, na którym ma ogłosić kandydata na kandydata PiS na premiera. Dzień wcześniej, czyli w piątek rano, własną konwencję programową zorganizował Mateusz Morawiecki. Na spotkaniu pod swojsko brzmiącym tytułem „Powered by Poland” – przedstawił kolejny już plan Morawieckiego. No cóż, po ośmiu latach rządów PiS woli patrzeć w przód, niż rozliczać się z afer i nieprawidłowości.
Wygląda jednak na to, że ani konferencja Morawieckiego, ani Kaczyńskiego mogą nie przynieść oczekiwanego efektu „wow”. Uwaga świata wciąż koncentruje się na Bliskim Wschodzie, Donald Trump stawia Iranowi ultimatów (domaga się bezwarunkowej kapitulacji), zaś Polacy żyją podwyżkami cen paliw oraz ewakuacją Polaków z Zatoki Perskiej.
Bo to właśnie Dubaj stał się symbolem nowej polskiej klasy średniej, symbolem aspiracji i nowego prestiżu. Oby wszyscy, którzy tam utknęli, bezpiecznie wrócili do domu, choć maile, które rozsyła MSZ, wyglądają jak próba oszustwa.