To naprawdę piękna historia – mówi dziennikarka Justyna Grochal, podsumowując jedną z opowieści aktorki Lidii Bogaczówny. – Ale historie tworzymy sami – odpowiada rozmówczyni. – Ta nigdy by się nie wydarzyła, gdybym się nie odważyła.
Lidia Bogaczówna, z którą wywiad przeczytacie w najnowszym wydaniu „Wysokich Obcasów", ma cenną umiejętność – rzeczy, które jej się wydarzają i które raczej uznalibyśmy za złe czy niesprzyjające, ona traktuje jako impuls do działania i dar od losu. Urodziła się ze zwichniętym biodrem i tak bardzo chciała je wyleczyć, że dzięki ćwiczeniom i opiece lekarskiej stała się niezwykle sprawna fizycznie. Ta wybitna sprawność była zresztą jednym z ważniejszych powodów, dla których przyjęto ją do szkoły aktorskiej.
Życie z trójką dzieci i mężem artystą nie zawsze było usłane różami. Aktorka przyznaje wprost, że czasem jej rodzinę dotykała bieda. Jednocześnie twierdzi, że była to dla nich wszystkich ważna lekcja życia – nie udałoby się jej nauczyć synów empatii i szacunku do drugiego człowieka w kryzysie życiowym, gdyby nie to, że sami znaleźli się w takiej sytuacji.
Zmienianie perspektywy i obracanie niedogodności życiowych w coś dobrego to wspaniała cecha. Ale ta zdolność naszego umysłu do tłumaczenia sobie samemu, że złe wcale nie jest takie złe, ma też inną, ciemniejszą stronę.
Uważają, że są bardziej humanitarne od mężczyzn. – W momencie, gdy lisica prowadzi młode, nie strzelam. Matka jest pod ochroną – opowiada jedna z nich.
– To ogromna odpowiedzialność, aby strzał był precyzyjny, śmierć natychmiastowa – mówi inna. – Adrenalina? – Też. Ale nie zabijam dla zabawy.
To, co mówią, świetnie pokazuje wspomnianą zdolność ludzkiego umysłu. Jest on w stanie wykonać najbardziej pokrętne ewolucje i pogodzić największe sprzeczności, żeby tylko można było pozostać w przekonaniu, że wszystko z nami w porządku. I że przecież chcemy dobrze.
Inna bohaterka zapewnia, że kocha zwierzęta. – Mam dwa psy, jestem czuła na piękno przyrody, inaczej bym nie została dianą. Niektóre moje koleżanki opłakują każde zwierzę, które zastrzelą. Nam się to ze sobą nie kłóci.
No właśnie.