Na ogniu wojny w Iranie Rosja może upiec kilka pieczeni naraz. Po pierwsze, do budżetu Kremla znów popłynie strumień petrodolarów, po drugie – zacznie trzeszczeć unijne embargo na rosyjską ropę i gaz. Wreszcie - Zachód dotkliwie odczuje niedobór rakiet i systemów potrzebnych do obrony Ukrainy przed rosyjskimi atakami.
.
W ostatnich dniach uważny obserwator światowej polityki może dojść do mało budującego wniosku: albo Donald Trump rzeczywiście chodzi na pasku Kremla, albo on i jego doradcy po prostu błądzą we mgle. Bo czy naprawdę tak trudno było przewidzieć, że Iran, postawiony pod ścianą, może sięgnąć po najgroźniejszą kartę i zagrozić cieśninie Ormuz, a tym samym dopływowi ropy do światowej gospodarki?
Biały Dom - jak anonimowo przyznają amerykańscy urzędnicy - zaskoczyły nawet tak podstawowe i łatwe do przewidzenia konsekwencje tej wojny –
pisze Marta Urzędowska.
Nie mniej wymowne jest to, że Trump nie bardzo wie dziś, jak z tej wojny wyjść. Jeszcze niedawno pouczał Wołodymyra Zełenskiego, że "nie ma żadnych kart". Teraz sam musi przełknąć gorzką pigułkę, bo Ukraińcy właśnie wyciągnęli asa z rękawa. Chodzi o systemy walki z Shahedami, tanimi irańskimi dronami, które potrafią przenikać przez klasyczną obronę przeciwlotniczą. Ukraina otrzymała wiele próśb dotyczących dostaw takich systemów. Zainteresowane są nimi państwa sąsiadujące z Iranem, ale także USA i część krajów europejskich. To paradoks, że kraj od miesięcy błagający o pomoc, sam staje się dostawcą cennej technologii -
pisze Maciej Czarnecki.
Obecna zawierucha pokazuje też coś jeszcze – nie można w pełni liczyć na ochronny parasol Ameryki. Przekonują się o tym właśnie Koreańczycy.
Amerykanie wycofują z Korei Południowej wyrzutnie systemu THAAD (chronią przed rakietami balistycznymi), by zastąpić nimi te zniszczone na Bliskim Wschodzie.
Dla USA ważniejsze staje się dziś uzupełnianie własnych zapasów, zużywanych w szybkim tempie przez kolejne konflikty i kryzysy. Problem polega na tym, że amerykański przemysł obronny nie nadąża już nawet z dostarczaniem broni, którą wcześniej sprzedał. Europa wylądowała na końcu kolejki - po armii USA, Izraelu, państwach Zatoki i Tajwanie.
Mateusz Mazzini boleśnie konfrontuje z tym prezydenta Nawrockiego, który kręci nosem na europejski SAFE.
A skoro mowa o świecie, który stał się bardziej nerwowy i mniej przewidywalny, odwoływane są loty, blokowane połączenia, a Polacy utykają w turystycznych rajach, warto przypomnieć sobie lekcję z czasów covidu. Polska naprawdę potrafi zaskoczyć. Sam wtedy zacząłem odkrywać ją na nowo i szybko się okazało, że nie trzeba lecieć na drugi koniec świata, by znaleźć miejsca ze wspaniałym klimatem i historią.
Świetnym przykładem jest Moryń na Pomorzu Zachodnim, gdzie trasa rowerowa ożywiła senne miasteczko, przyciągnęła turystów, rozkręciła noclegi i gastronomię. A przy okazji pokazała, że zamiast ciepłych mórz i tropikalnej egzotyki wystarczy swojskie jezioro, dobry szlak i... mamuty na rynku.
Na koniec chciałem was zachęcić do obejrzenia fascynującej mapy Polski, która pokazuje wielką ekologiczną demolkę, jaką nasze lasy przeżyły dwa stulecia temu. Polscy badacze znaleźli ponad 634 tys. śladów po dawnych paleniskach do wypału węgla drzewnego, czyli paliwa, na którym stał przedprzemysłowy świat. Efekt? Gigantyczne wylesienie, zubożone gleby i lasy, które wprawdzie odrosły, ale często już nie jako dawne, zróżnicowane puszcze, tylko jako znacznie uboższe monokultury sosnowe.