|
Cześć Ad,
mam nadzieję, że wtorek mija Ci dobrze.
Możliwe, że znasz to uczucie aż za dobrze.
Za Tobą jakaś nauka angielskiego.
Może aplikacje typu Duolingo. Może kursy. Może szkoła.
A potem przychodzi taka zwykła sytuacja…
Ktoś zagaduje na ulicy.
Kelner o coś dopytuje.
Albo trzeba powiedzieć jedno zdanie o sobie.
I nagle:
cisza w głowie
albo chaos
albo stres, który mówi „lepiej nic nie mów”
I to jest ten moment, który najbardziej frustruje, prawda?
Bo to nie jest tak, że zaczynasz zupełnie od zera. Tylko… to się nie składa w całość.
I przez to:
– odkładasz rozmowę
– upraszczasz do minimum
– albo po prostu unikasz
I nie chodzi nawet o perfekcję. Tylko o to, żeby było wystarczająco, żeby się dogadać. Swobodnie. Normalnie.
Po prostu ten angielski, którego wiele osób uczy się latami, często nie skleja się potem w realnych sytuacjach w coś, czego da się naprawdę użyć.
I wtedy zostaje poczucie, że ciągle jest się „wiecznie początkującą osobą”.
Jutro wyślę Ci coś, co może być w tym temacie naprawdę ważne.
Bo problem bardzo często nie leży w Tobie. Tylko w tym, jak do tej pory uczono Cię angielskiego.
Serio, to nie jest kwestia „talentu do języków”. To coś zupełnie innego. Wypatruj ode mnie e-maila rano.
Do jutra,
Adrianna
P.S. Jeśli czujesz się osobą zaawansowaną w angielskim, dogadujesz się bez problemu w każdej sytuacji i tematy dla wiecznie początkujących nie są dla Ciebie, kliknij tutaj, żeby wypisać się z takich treści (nadal pozostaniesz na mojej liście e-mailingowej). |