Gdy Zbigniew Ziobro miał spakowaną walizkę, by wsiąść zaraz na pokład samolotu do USA, to jego otoczenie kłamało. Jak? Że nigdzie się broń Boże nie wybiera. Bali się, że wylot za ocean wysypie się na ostatniej prostej.
Aż wylądował niedaleko Nowego Jorku. Był już bezpieczny. Mógł triumfować, a zmiana rządu Węgier i zapowiedź Pétera Magyara o pozbyciu się go, nie była mu straszna. Za tym, by mógł wskoczyć pod parasol ochronny prezydenta USA Donalda Trumpa lobbowali u ambasadora USA w Polsce i w otoczeniu Trumpa politycy PiS i żona Ziobry — Patrycja Kotecka — a także Telewizja Republika (przede wszystkim Michał Rachoń i Tomasz Sakiewicz).
Ani administracja USA nie podała szczegółów przyjęcia Ziobry, ani sam Ziobro nie powiedział, jak zdobył prawo pobytu na amerykańskiej ziemi. Ziobro nie był ścigany międzynarodowo — przez uwiąd polskiego sądu, sztuczki obrońców Ziobry i bezradność prokuratury. Sąd nie wydał za nim europejskiego nakazu aresztowania. Ziobro miał za to "paszport genewski" od Wiktora Orbana, byłego już premiera Węgier. Polskiego nie miał — rząd mu go odebrał. Sam paszport genewski nie wystarczał — musiał dostać wizę od USA. TV Republika sufluje: Trump podjął decyzję o przyjęciu Ziobry.
"Repa" sama maczała palce w wyjeździe Ziobry. Były minister został komentatorem tej telewizji, więc może mieć wizę dziennikarską. Gwiazdor "Repy" Michał Rachoń mówił wprost, że nawet tłit Trumpa, choć na pozór niezwiązany z Ziobrą, miał jego właśnie dotyczyć. Bo prezydent USA tuż po wylądowaniu Ziobry w USA napisał niespodziewanie (prawie dwa tygodnie po uwolnieniu Andrzeja Poczobuta), że razem z prezydentem Karolem Nawrockim udało się im uwolnić więźniów politycznych.
Media bliskie prawicy — jak Republika — triumfują. Wyzywają Waldemara Żurka i rząd Donalda Tuska od "kretynów", Gangu Olsena i nieudaczników. To niewybredne wyzwiska, ale faktem jest, że Żurek dziś — choć tuż po jego wejściu do rządu był gwiazdorem i wzorem dla innych ministrów — jest w dołku. Krytyka w obozie władzy leje się na niego strumieniami. Towarzyszą temu desperackie działania, jak wzywanie Sakiewicza — cappo di tutti capi w Republice — na przesłuchania do prokuratury. "Sakiewka" zresztą robi wokół tego show, by wycisnąć z widzów pieniądze na trwanie stacji.
Triumf rządu, gdy Ziobro uciekł na Węgry, przekształcił się w obraz bezradności w ściganiu Ziobry. Z kolei w PiS uciekają od tłumaczenia się z kolejnej ucieczki Ziobry.
Zapraszam do lektury
Jacek Gądek