Dzień dobry,
"Wie pan, ja mam łatkę fanatyka. Jak rozmawiałem ze znajomym i powiedziałem, że w obecnym Sejmie nie będzie związków partnerskich, to od razu tak mnie zaszufladkowali. A nie powiedziałem, czy jestem za, czy przeciw" - zaczyna Tomasz Terlikowski w rozmowie z Sebastianem Słowińskim.
Terlikowski na tę łatkę zapracował, ale równie mocno pracuje na to, by ją zerwać. Zaczęło się od komisji dominikańskiej, w której badał sprawę Pawła M. Opisywaliśmy tę sprawę we wrocławskiej "Wyborczej"; pamiętam, jak dziwiłam się tym tekstom, w których zajadły, katolicki publicysta staje nie po stronie instytucji, ale ofiar.
"To jest bardzo dojmujące doświadczenie. Stopniowo zmieniało się więc moje podejście, z czasem przestał mnie interesować Kościół i to, czy się oczyści. Tylko te osoby. To jest dla mnie fundamentalna zmiana" - mówi Terlikowski.
Opowiada też o przemocy w polskich rodzinach; o tym, że dwójka kochających się kobiet (lub dwóch mężczyzn) może stworzyć rodzinę i wychować dziecko; o tym, że płeć to nie ideologia; o słabym Bogu. Wystarczy, żeby nazwać go heretykiem - i chyba wcale mu to nie przeszkadza.
"Gdy po zwycięstwie PiS-u w 2015 roku przyszedł do mnie dziennikarz "Tygodnika Powszechnego", a byłem wtedy naczelnym TV Republika, spytał mnie, kim chciałbym być w państwie PiS, a ja odpowiedziałem, że nikim" - wspomina.
A ja cieszę się, że mu się udało.