Polsko-brytyjski Traktat podpisany. Ale współpraca w zbrojeniówce już kwitnie
Premierzy Donald Tusk i Keir Starmer zawarli w środę Traktat o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności. Dokument, podpisany w bazie lotniczej Northolt w zachodnim Londynie (w której sformowano w czasie II wojny światowej Dywizjon 303), ma być odpowiedzią na największe wyzwania stojące przed obydwoma krajami, z zagrożeniem ze strony Rosji na czele.
– Powiedzieliśmy wyraźnie w Traktacie, że chcemy także chronić nasze wspólne wartości – zaznaczył Donald Tusk, podkreślając, że chodzi o wartości takie jak: rządy prawa, demokracja, prawa człowieka, chęć działania na rzecz bezpieczeństwa i dobrobytu ludzi. – To wszystko jest fundamentem tego Traktatu – zaznaczył polski premier.
Jak podkreśla w komentarzu Jędrzej Bielecki, wzajemne gwarancje bezpieczeństwa i zapowiedź głębszej współpracy wojskowej wpisują się w przejęcie przez Europę kluczowej roli w kwestii bezpieczeństwa na kontynencie. „Amerykanie nie tylko nie wspierają finansowo Ukrainy, ale też przestają angażować się w doprowadzenie do sprawiedliwego pokoju na wschodzie. Katastrofalna kampania irańska wciągnęła ich bez reszty” – przypomina publicysta „Rzeczpospolitej”.
Co ważne, Traktat jest potwierdzeniem, a nie wstępem do współpracy. Już teraz bowiem brytyjska zbrojeniówka jest najważniejszym partnerem polskiego przemysłu, a obydwie armie regularnie współdziałają. Przykładów jest wiele. PGZ we wrześniu 2025 r. ogłosiła, że to od brytyjskiego BAE Systems kupi licencję na produkcję amunicji 155 mm, koncern MBDA uczestnicy w wartym miliardy złotych programie „Narew”, Babcock projektuje platformy fregat Miecznik. A współpraca wojskowa? „W pewnym sensie nasze siły zbrojne się naturalnie uzupełniają – Brytyjczycy dysponują znacznym potencjałem na morzu i w powietrzu, my z kolei budujemy znaczne wojska lądowe. Warto też pamiętać, że Wielka Brytania to mocarstwo nuklearne” – pisze dziennikarz „Rz” Maciej Miłosz.
Podpisanie polsko-brytyjskiego Traktatu jest wydarzeniem środy, ale w ostatnich dniach uwagę opinii publicznej nad Wisłą przykuwała seria fałszywych alarmów dotyczących m.in. redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza czy byłego szefa BBN Sławomira Cenckiewicza. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński poinformował dziś rano, że służby zatrzymały trzy osoby, które mają stać za fałszywymi alarmami. Jak udało się ustalić „Rzeczpospolitej”, są to młodzi Polacy, z których jeden jest cyberrecydywistą – już wcześniej w podobny sposób miał „testować służby”.