To był prawdopodobnie największy protest środowiska naukowego w dziejach III RP.
Naukowcy przyszli dzisiaj pod Sejm z transparentami, które mówiły więcej niż niejedna ministerialna analiza: „Jeszcze trochę i będę wykładał chemię w Biedronce”, „Świat inwestuje, Polska debatuje”, „Kraj bez nauki jest montownią”, „Skłodowska znów by wyjechała”.
Stracili cierpliwość do polityków. Tym protestem chcieli pokazać swoją determinację. Domagają się od rządu konkretnych działań, które w ciągu czterech lat zwiększą nakłady na naukę do 3 proc. PKB. Dziś Polska wydaje na badania i rozwój 1,41 proc. PKB - licząc nie tylko budżet państwa, ale także środki prywatne. Petycję z ich postulatami podpisało ponad 23 tys. osób.
Naukowcy chcą m.in., by zarobki w nauce powiązać ze średnią pensją w gospodarce, która wynosi obecnie 9652,19 zł brutto, a stypendia doktoranckie podnieść przynajmniej do poziomu płacy minimalnej, czyli 4806 zł brutto. Apelują też o podniesienie progu dochodowego uprawniającego studentów do stypendium socjalnego — dziś to 1908,90 zł netto na osobę w rodzinie.
Domagają się stabilnego finansowania badań i infrastruktury badawczej oraz zwiększenia budżetu Narodowego Centrum Nauki, które przyznaje granty na badania podstawowe. Bez tego, mówią, będziemy krajem, który montuje cudze pomysły, zamiast tworzyć własne.
O proteście zrobiło się głośno także za granicą. Komentarz inicjatorów akcji opublikował „Nature”, nadając mu wymowny tytuł: „Polska gospodarka kwitnie, ale polska nauka umiera”.
Poprosiliśmy 16 naukowców, by wyjaśnili, dlaczego protestują i po co Polsce 3 proc. PKB na naukę. Ich odpowiedzi dotyczą nie tylko laboratoriów, grantów i akademickich pensji. Mówią o luce pokoleniowej w polskiej nauce, odpływie najzdolniejszych za granicę i systemie, w którym młody badacz częściej zastanawia się, jak przeżyć do pierwszego, niż jak odkryć coś naprawdę nowego.
To sprawa równie ważna dla naszej przyszłości, jak utrzymanie, wyszkolenie i uzbrojenie 500-tysięcznej armii, największej i najnowocześniejszej w Europie - strategiczny cel obecnego rządu. Zresztą te dwie rzeczy wcale się nie wykluczają. Przeciwnie: wydatki na naukę w dużej części wzmacniają odporność państwa i służą jego bezpieczeństwu.
Inną wiadomością dnia jest
aresztowanie podejrzanych o nękanie fałszywymi alarmami Jarosława Kaczyńskiego i TV Republiki. Jeden z nich, znany jako „Cyberbomber”, należał do grupy hakerów odpowiedzialnych wcześniej za paraliż prawie 400 urzędów. Rzecznik komendanta głównego policji zapewnił też, że funkcjonariusze „są na tropie” sprawcy fałszywego alarmu pożarowego w mieszkaniu matki prezydenta Nawrockiego. Zdaniem policji zatrzymania powinny zakończyć serię fałszywych alarmów.
Ach, zapomniałbym. Z niecierpliwością czekam na obywatelski projekt ustawy o prawie łowieckim. Michał Suchora, jeden z liderów polskich Zielonych, bardzo przekonująco wyjaśnia
w rozmowie z Arkadiuszem Gruszczyńskim, dlaczego trzeba ograniczyć samowolę myśliwych. Nie tylko ze względu na dzikie zwierzęta, poddawane coraz większej presji, ale także ze względu na bezpieczeństwo nas wszystkich. Zbyt często ostatnio zastanawiam się na spacerze w lesie, czy aby nie zostanę pomylony z dzikiem.