Poniedziałek, 8 czerwca 2026

Jarek Szubrycht
dziennikarz działu Kultura

Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, który w miniony weekend odbył się po raz 63., nie tylko piosenką stoi. Tradycją imprezy jest też noc kabaretowa – w tym roku zagospodarowana przez wrocławską Neo-Nówkę, świętującą 26. urodziny. Transmisji oglądać nie mogłem – przejrzałem fragmenty udostępnione przez TVP w sieci i nie bawiłem się przednio.

Z polskimi kabaretami, debiutującymi w latach świetności krakowskiego przeglądu PaKA, jest jak z wieloma zespołami zaczynającymi dawno temu w Jarocinie. Wtedy była w tym energia, odwaga i wiarygodność, nawet jeśli umiejętności czasem brakowało. Dzisiaj mają popularność i telewizyjne transmisje, za to brakuje iskry bożej. Nawet w skeczu zatytułowanym "Niebo".

Innego rodzaju połączenie kabaretu z piosenką zaproponował warszawski festiwal Ephemera, zapraszając grupę Cabaret Voltaire. Zespół wystąpi w Warszawie już 10 czerwca. Tu też nie będzie się z czego pośmiać, za to muzyka będzie wspaniała.

Brytyjska grupa powstała w głębokich latach 70. jako próba przeszczepienia koncepcji dadaistów na język dźwięku oraz forsowania granic, na których zatrzymał się krautrock. Eksperymentując z taśmami i oscylatorami, łącząc to ze skrajnie prymitywnym, monotonnym rockowym jazgotem, grali industrial przed industrialem – kładli podwaliny pod współczesną elektronikę (raczej jej bardziej eksperymentalne, ambitne niż zabawowe wcielenie) – byli po punkowemu zbuntowani przed punkiem.

Pod koniec lat 80., kiedy uczniowie – od New Order i Depeche Mode po Ministry i Aphex Twin – już dawno przerośli mistrzów, Cabaret Voltaire nagrywał rzeczy przyzwoite, choć ani tak odważne, ani tak wciągające jak na pierwszych płytach. Zespół zakończył działalność jako projekt solowy Richarda Kirka – wraz ze śmiercią artysty w 2021 roku.

W ubiegłym roku jego koledzy z oryginalnego składu – Stephen Mallinder i Chris Watson – postanowili wskrzesić Cabaret Voltaire, by pożegnać się z pompą i na zawsze. Warszawski koncert jest częścią tego planu i zapewne ostatnią okazją do usłyszenia ich w Polsce na żywo.

Dużo teraz podobnych scenicznych pożegnań, ale tu przynajmniej nikt nie będzie próbował wyciskać z nas łez przebojami z prywatek niezapomnianych. Czy wtedy, czy teraz – Cabaret Voltaire publiczności się nie kłania.

NIE PRZEGAP

POLECAMY