Czy tu chodzi o zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów Warszawskiego Szpitala Południowego, czy o odwołanie prezydenta stolicy?
Przypadek Dawida Kacprzyka, byłego już lekarza ze Szpitala Południowego, stał się początkiem kłopotów tej placówki i Koalicji Obywatelskiej, która swoich polityków umieściła we władzach szpitala.
Codziennie napływają coraz bardziej zatrważające informacje, choć przecież zaczęło się od porażających danych. Przypominam: dwa tygodnie temu usłyszeliśmy o przypadku 28-letniego Dawida Kacprzyka, lekarza, radnego dzielnicy Ursus w Warszawie. Ta historia wywołała burzę. Zarobił w zeszłym roku ponad 1,7 mln zł, z czego 1,6 mln zł za świadczenie usług medycznych. Ma mieszkanie warte 900 tys. zł, do tego ponad 700 tys. zł oszczędności i Porsche Panamera, rocznik 2025.
Potem wyszło na jaw, że Kacprzyk nie zawsze był w szpitalu podczas dyżurów, bo przebywał np. w telewizyjnym studiu.
Wiemy już o podrobionych podpisach na kartach zgonów.
Wojciech Czuchnowski opisuje problemy, jakie miał w Szpitalu Południowym dr Emil Jędrzejewski, były szef chirurgii. To on informował o przewinach Kacprzyka.
Dr Jędrzejewski pracował tam od października 2022 r. Zakontraktował się - tak jak wielu lekarzy - jako Indywidualna Praktyka Lekarska. Ówczesny prezes szpitala Artur Krawczyk, zawarł z chirurgiem trzy umowy.
Pierwsza dotyczyła kierowania oddziałem chirurgii. Wynagrodzenie – 36 tys. zł miesięcznie. W pkt. 2 umowy znajduje się zapis, że ordynatorowi przysługuje "10 proc. zysku wypracowanego przez oddział, rozliczanego w okresach półrocznych od stycznia do czerwca i od lipca do grudnia".
To bardzo ciekawa sprawa - czy i inni lekarze mają zarobki zależne od zysku? Dr Jędrzejewski postarał się o duży zysk oddziału chirurgii. Później okazało się, że był on wynikiem zastosowania przez ordynatora "kreatywnej księgowości".
- Na oddziałach chirurgii jednym z największych obciążeń są koszty opieki anestezjologicznej podczas operacji. Jędrzejewski wyprowadził te koszty poza swój oddział - płacił za nie Oddział Intensywnej Terapii tego samego szpitala. Dzięki temu "chirurgia" mogła wykazywać zysk – pisze Czuchnowski.
Jędrzejewski oskarżył Kacprzyka o to, że na jego SOR ginęli ludzie. To najcięższy z zarzutów, ale w prokuraturze nie padły żadne szczegóły. Dr Jędrzejewski ma jeszcze raz zeznawać, w poniedziałek. Tym razem z pełnomocnikiem. Czy pokaże dowody?
Judyta Watoła opisuje matematyczną zagadkę Szpitala Południowego. Otóż ten szpital za przygotowanie wniosku o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy zapłacił 725 tys. zł. Inne szpitale płaciły po 25-35 tys. zł. Protokół z kontroli utajniono, bo jego "ujawnienie zagrażałoby istotnym interesom".
Co tam się wyrabiało w tym szpitalu?
Ale Czuchnowski ostrzega: "szczucie na lekarzy może mieć swoje konsekwencje". I przypomina, co się działo w 2007 roku, kiedy PiS urządził w Polsce IV RP.
- Pierwsze rządy PiS, CBA ogłasza wielki sukces: zatrzymano Mirosława Garlickiego, wybitnego kardiochirurga, specjalistę od przeszczepów serca. Propaganda PiS zrobiła z niego symbol „zdegenerowanych elit III RP”.
Garlickiemu miał zostać postawiony zarzut korupcji, ale dla Zbigniewa Ziobry, ówczesnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, to było za mało. Na uroczystej konferencji prasowej Ziobro - siedzący obok założyciela CBA Mariusza Kamińskiego - wypowiedział słynne zdanie: "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie" – pisze Czuchnowski. - Kardiochirurg został z oskarżeń o zabijanie pacjentów całkowicie oczyszczony. Ale z aresztu wyszedł złamany i nigdy już się nie podniósł.
Czy lekarz jeszcze leczy i zarabia czy zarabia i leczy?
Na początku tego stulecia prof. Zbigniew Szawarski, wybitny bioetyk, dostrzegł zjawisko, które dziś jest w centrum naszej uwagi."Większe pensje nie oznaczają wyższej wrażliwości czy bardziej rozwiniętego poczucia odpowiedzialności moralnej. Duże pieniądze nie zawsze idą w parze z uczciwością. Często towarzyszy im rosnąca pazerność" – pisał w 2003 r.
I co? Wydarzyli się lekarze, którzy zarabiają krocie. I wcale nie idzie to w parze z uczciwością.
A politykom, którzy tak się zaangażowali się w ratowanie zdrowia w tym szpitalu, polecam tam wizytę. Nie jako chorzy, rzecz jasna, ale jako ci, którzy tak zaszkodzili chorym. Warto popatrzeć, jak się narozrabiało.