Cześć,
Dzisiaj rozwinę trochę temat śniadań, dlaczego ten pierwszy posiłek odgrywa tak ważną rolę, zwłaszcza jeśli ciągnie Ciebie do czegoś "najczęściej" słodkiego w drugiej połowie dnia.
Znasz pewnie ten schemat, kiedy rano wszystko zaczyna się od lekkiego opóźnienia? Wstajesz trochę za późno, kawa robi się właściwie sama, w kuchni ktoś czegoś szuka, telefon zaczyna żyć własnym życiem, a Ty w międzyczasie myślisz tylko:
„dobra, zjem coś później”.
Czasem rzeczywiście wychodzisz z domu po samej kawie, a czasem łapiesz coś małego, żeby nie zaczynać dnia zupełnie na pusto — kawałek bułki, jogurt, kilka gryzów po dziecku albo cokolwiek, co akurat jest pod ręką.
I niby nic wielkiego się nie dzieje, bo dzień przecież rusza dalej.
Tylko że kilka godzin później zaczyna się dobrze znany scenariusz: najpierw pojawia się pierwsze „coś bym zjadł/a”, po obiedzie przychodzi ochota na coś słodkiego, a wieczorem odzywa się ten klasyk:
„nie jestem głodna/y, ale jeszcze coś bym zjadł/a”.
Bardzo łatwo wtedy pomyśleć, że to kwestia silnej woli, że znowu coś poszło nie tak albo że trzeba się po prostu bardziej pilnować, ale czasem problem zaczyna się dużo wcześniej — nie wieczorem, nie przy szafce ze słodyczami, tylko rano, kiedy pierwszy posiłek był zbyt przypadkowy, za mały albo oparty głównie na węglowodanach.
Dlatego możesz potraktować to jak mały eksperyment, bez robienia rewolucji i bez planu pod tytułem „od tego poniedziałku to już tylko idealna dieta”.
Przez kilka dni spróbuj zadbać o to, żeby pierwszy konkretny posiłek miał trzy rzeczy: białko, tłuszcz i błonnik. Poniżej zostawiam Ci prostą ściągawkę z pomysłami na śniadania.