Przełomowa decyzja Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska - po raz pierwszy państwowy organ upomina elektrownie, że ma przestać zabijać ryby na masową skalę. Tu sukces obrońców przyrody, którzy udowodnili cały proceder.
Sprawa ciągnie się od lat, ale niedawno wreszcie pojawiła się nadzieja, że problem zostanie dostrzeżony. Chodzi o systemy chłodzenia polskich elektrowni, w dużej mierze otwarte, czyli oparte na wodzie pobieranej z rzek.
W skrócie elektrownie, takie jak na Siekierkach w Warszawie czy w Kozienicach pobierają z rzeki ogromne ilości wody, wykorzystują ją do chłodzenia bloków energetycznych po czym wypuszczają kilkaset metrów dalej podgrzaną o kilka stopni.
Problem w tym, że wraz z wodą pobierane są ogromne ilości ichtioplanktonu, czyli wczesnych form narybku i larw. To organizmy, które jeszcze nie potrafią samodzielnie pływać i dryfują z nurtem rzeki. Nie mają więc szans oprzeć sile ssącej pomp. Zassane giną w wyniku czynników mechanicznych, drastycznych zmian ciśnienia oraz szoku termicznego.
Dowiedli tego polscy naukowcy i Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, którzy kilka lat temu prowadzili badania w Wiśle przy elektrowni Kozienice. Naukowcy w wiosennych miesiącach pobierali próbki przed miejscem poboru wody potrzebnej do chłodzenia elektrowni i tuż za miejscem zrzutu podgrzanej wody. Praca prowadzona była głównie w nocy, bo wtedy wraz z nurtem migruje ichtioplankton.
Naukowcy w próbkach znajdowali fragmenty roślin, bezkręgowców, śmieci, a także narybku. Konserwowali je w miejscu pobrania, a potem szczegółowo analizowali ich skład w laboratorium za pomocą nowoczesnych metod genetycznych. Przyjęli szacunki uśrednione, odrzucając te skrajne. Wynika z nich, że w jednym sezonie wiosennym system Elektrowni Kozienice zassała astronomiczną liczbę 102 mln osobników ryb.
Te 102 mln rybek mogą się wydawać czymś mało realistycznym. Ale przyjmując, że larwa tuż po wykluciu waży 5 miligramów, to jest to 500 kilogramów, czyli pół tony malutkich ryb. A przecież te rybki przyrastają w bardzo szybkim tempie i nie są zasysane przez elektrownię pierwszego dnia życia. Ta wielkość rośnie więc i można mówić, że to około tony ryb. Tyle zostało zassanych i unicestwionych w systemie elektrowni w 2022 r. - mówi dr Michał Nowak, jeden z autorów publikacji naukowej na ten temat w piśmie "Knowledge and Management of Aquatic Ecosystems"
Co ważne, naukowcy wśród 23 gatunków stwierdzili cztery gatunki chronione przez polskie prawo, a pięć objętych jest unijnymi regulacjami Natura 2000. Wśród gatunków chronionych dr Nowak wymieniał piekielnicę, bolenia, brzanę, kiełba białopłetwego. Tylko liczbę ginących boleni naukowcy szacują na 6 mln osobników, a różanek zwyczajnych na 4 mln.
Państwo reaguje na zabijane ryby
Równolegle z badaniami Towarzystwo na rzecz Ziemi i Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA zaczęły interwencje w organach państwa. Długo nic z tego nie wynikało, ale niedawno przyszedł przełom.
Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Warszawie w końcu przyznał ekologom rację i wezwał koncern Enea Wytwarzanie, właściciela Elektrowni Kozienice, do uzgodnienia działań naprawczych dla Wisły i chronionych gatunków ryb w niej żyjących.
To duży sukces i pierwszy przypadek w Polsce, gdy służby odpowiedziane za ochronę środowiska podważają argumentację państwowej spółki. – Mówimy o pierwszej udanej próbie przypisania odpowiedzialności za szkodę w środowisku państwowemu koncernowi. W Polsce funkcjonuje 12 elektrowni z otwartym systemem chłodzenia i żadna z nich nie była wcześniej objęta postępowaniem naprawczym mimo, że tego typu działania powinny być tak naprawdę prowadzone z urzędu. Większość tych elektrowni to kilkudziesięcioletnie, wyeksploatowane bloki węglowe. Tymczasem nie dość, że nie podejmuje się wobec nich żadnych działań naprawczych, to często obok nich lub w ich miejsce powstają kolejne bloki gazowe wykorzystujące destrukcyjne dla środowiska otwarte systemy chłodzenia. Oznacza to, że jeśli nie uda się powstrzymać tego trendu, ryby w tych lokalizacjach nadal będą masowo ginąć – mówi Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Agata Antonowicz z RDOŚ potwierdza nam, że Enea Wytwarzania dostała 60 dni na zaproponowanie środków zaradczych, czyli co zrobi, że przestać zabijać ryby na masową skalę.
Na dłuższą metę rozwiązaniem jest oczywiście rezygnacja z otwartych systemów chłodzenia w elektrowniach. To jednak oznacza ogromne koszty i szybko na to się nie zanosi.
Ekolodzy podpowiadają jednak rozwiązania szybsze i prostsze. Wystarczy zaprzestać albo bardzo ograniczyć pobór wody w czasie sezonu lęgowego w ciągu nocy – wtedy głównie odbywa się dryf ichtioplanktonu, nocami też mniejsze jest zapotrzebowanie na energię elektryczną.
Spółka odpowiada
Teoretycznie, jeśli Enea Wytwarzanie sama nie przedstawi rozwiązań, RDOŚ może je narzucić. Spółka nie zamierza jednak łatwo się poddawać.
Enea Wytwarzanie z zaskoczeniem przyjęła stanowisko Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Warszawie. Spółka od pięciu lat, czyli od momentu rozpoczęcia postępowania wyjaśniającego RDOŚ, dodatkowo i konsekwentnie monitoruje wpływ swojej działalności na ekosystem rzeki - mówi Berenika Rajaczak, rzeczniczka prasowa spółki.
Zapewnia, że współpracuje ona z instytutami naukowymi m.in. z zespołem Instytutu Rybactwa Śródlądowego, który przeprowadził zaawansowane badania. - Spółka dwukrotnie przedstawiła wyniki badań i informacje o braku wymiernego wpływu elektrowni na warunki środowiskowe Wisły.
Widać nie przekonały one urzędników z RDOŚ. Rzeczniczka przekonuje, że Enea Wytwarzanie zastosowała już rozwiązania techniczne minimalizujące oddziaływanie na organizmy wodne. Dodatkowo, w ostatnich trzech latach ograniczyła pobór wody o około 25 proc. - Oczywiście szczegółowo analizujemy treść pisma Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Warszawie oraz zawarte w nim informacje. Wzywanie jakiegokolwiek podmiotu do działań naprawczych bez wydania żadnej formalnej decyzji potwierdzonej dowodami jest całkowicie nieuzasadnione. Z tego też powodu spółka będzie oczekiwać dokładnych wyjaśnień od RDOŚ. W sprawach tak ważnych dla bezpieczeństwa energetycznego i zaufania społecznego decyzje powinny być podejmowane w sposób rzetelny, przejrzysty i oparty na faktach – zapowiada rzeczniczka.
Spór o ryby będzie więc zapewne trwał, ale sukcesem jest już sam fakt, że zaczął się toczyć. I ekolodzy nie są w nim sami, ich argumenty podziela też część urzędników.