Jak (nie) zostać państwem podmiotowym
Za nami dekady oszałamiającego sukcesu. Polska się unowocześniła, wzbogaciła, teraz na potęgę się zbroi. Etap kopiowania i doganiania Zachodu mamy za sobą, kolejny krok jest naturalny – wchodzimy do pierwszej ligi, wkrótce na nas będą się oglądać, nas słuchać, nasze rozwiązania kopiować. To oczywiste… chyba że jednak nie. Przekonanie o nieuchronnej ewolucji w wymarzone państwo podmiotowe podważa w okładkowym tekście znakomity analityk Krzysztof Mazur. Przyznaje, że wygraliśmy na „kseromodernizacji”, ale przenikliwie pokazuje jej cenę – to, że wiele środowisk politycznych, urzędniczych, biznesowych umościło się w ramach „państwa absorpcyjnego”, jak je nazywa. Siła inercji starego podejścia jest zaś kolosalną przeszkodą na drodze do nowego etapu. To znakomity, otwierający oczy tekst.
W najnowszym „Plusie Minusie” zapraszamy do zejścia z niejednej takiej utartej ścieżki myślenia. Tak jak to robi Michał Szułdrzyński, rozprawiając się z oczywistym dla wielu przekonaniem, że nie wolno porównywać UPA i Żołnierzy Wyklętych. Twierdzi, że wręcz należy to robić. Dlaczego? Po odpowiedź zapraszam do jego felietonu.
Na inną utartą ścieżkę wielu z nas weszło w ubiegłym roku. Pamiętam, że do pewnego momentu publiczna wypowiedź o okrucieństwach popełnianych przez Izrael w Strefie Gazy mogła wtedy uchodzić nawet za akt odwagi – bo 7 października, bo obawa przed oskarżeniem o antysemityzm, bo kulturowa bliskość Polski i Izraela. Aż jesienią nagle jakby ktoś przestawił wajchę i w ciągu dosłownie paru dni opinie o zbrodniach, nawet ludobójstwa, trafiły do mainstreamu i zaczęły wręcz trącić banałem (choć oczywiście dramat Palestyńczyków banalny w żadnym razie nie jest). Efekt był taki, że stały się jakby przezroczyste, tracąc siłę rażenia. Estera Flieger tę aurę nużącej oczywistości z nich zdejmuje, zapraszając do rozmowy izraelskiego historyka Omera Bartova. To przygnębiony krytyk działań jego kraju, z osobistą historią sprzeciwu wobec okrutnych środków stosowanych w walce z Palestyńczykami. Przejmująca rozmowa.
Same takie „grube”, poważne tematy? Czy wy tam w „Plusie Minusie” nie zauważyliście, że są wakacje? Otóż zauważyliśmy. A jak wakacje, to człowieka ogarnia chęć, by znaleźć się „zupełnie gdzie indziej”, prawda? To „indziej” znajduje się oczywiście daleko, na tropikalnych wyspach albo w ciepłych krajach Południa. Daria Chibner podąża inną ścieżką i nieoczywiste inne światy odkrywa właściwie tuż za naszą granicą, w czeskim Ołomuńcu i jego okolicach. Chciałbym umieć tak jak moja redakcyjna koleżanka spojrzeć na odwiedzane latem miejsca!
Ale już jak potraktować to, co planują w słynnym Bayreuth – sam nie wiem. Z tekstu Jacka Marczyńskiego dowiadujemy się, że nową inscenizację wagnerowskiego „Pierścienia Nibelunga” powierzono tam sztucznej inteligencji. Ponoć modele AI wyszkolono tak, że radzą sobie z partyturą i śpiewem, poznały też historię reżyserskich podejść do tego utworu. Na razie nie jestem pewien, czy w tym przypadku również warto było zejść z utartej ścieżki.