Sobota, 25 lipca 2026

Natalia Mazur
Redaktorka "Wysokich Obcasów"

Śmiało patrząc w obiektyw, Sandra Jasionowska-Kuryło pewnym głosem przedstawia swoje plany na lipiec. Spotkanie autorskie w wejherowskiej bibliotece, wywiad dla „Wysokich Obcasów", podsumowanie wyników sprzedaży debiutanckiego tomu poetyckiego w rok po premierze.
W innym nagraniu opowiada o perypetiach z bibliotekami. Młoda poetka jest self-publisherką, czyli sama wydaje to, co napisała, sama rozsyła do bibliotek i namawia do organizacji spotkań autorskich. Z bibliotek często nie dostaje odpowiedzi; bywa, że wracają do niej nieotwarte paczki.
Sandra nie mówi o tym po to, by się skarżyć; rozumie, że biblioteki mają ograniczoną liczbę pracowników, ci są rozliczani z efektów, mogą mieć obawy przed zapraszaniem mało znanej autorki. Dzieli się doświadczeniem ze swoją instagramową społecznością, by zachęcić do działania inne twórcze osoby. W końcu któraś biblioteka się odezwie, a publiczność – nie należy tego wykluczać – stawi się całkiem solidną grupką.
Można oczywiście nic nie robić, schować się przed światem, twórczość zamknąć
w szufladzie. Nikt na tym nie zyska.

Lęk nie zniknie
Myślę o Sandrze: ależ śmiała dziewczyna, świetnie zorganizowana, przebojowa, pewnie się niczego nie boi. To znaczy: mogłabym tak pomyśleć, gdybym oceniała po pozorach. I gdybym nie czytała wywiadu Magdaleny Sucheckiej, który publikujemy
w tym wydaniu „Wysokich Obcasów".
To przejmująca rozmowa. Jasionowska-Kuryło opowiada o swoich zmaganiach
z lękiem (w klasyfikacji ICD-10 kodowanym jako F41). O tym, jak ją paraliżował, czynił niesłowną, psuł relacje ze znajomymi i odbierał chęć życia tak skutecznie, że musiała szukać mocnych argumentów, by w nim trwać. Znalazła je. I w końcu znalazła też odwagę, by skorzystać z pomocy.
Wie, że lęk nie zniknie z jej życia, ale dzięki terapii i leczeniu psychiatrycznemu potrafi stanąć z nim w szranki, nie pozwolić mu dyktować warunków. On mówi
na przykład: koleżanka w kółko odmawia ci spotkań, pewnie cię nie lubi. Sandra
w odpowiedzi wyciąga kalendarz, sprawdza liczby: patrz, tyle razy widziałyśmy się
w poprzednim miesiącu, a poza tym ostatnio to ja musiałam jej odmówić spotkania. – Akceptując lęk, odbieram mu niepewność, którą się karmi, i mogę przygotować strategię radzenia sobie z nim – mówi w wywiadzie.

Pisanie, które ma sens
Ta rozmowa w ogóle nie jest przygnębiająca, przeciwnie, zostawia czytelniczkę, czytelnika z nadzieją. Że nawet jeśli nie wszystko będzie dobrze, człowiek ma moc, by pokonać przeciwności.
Przeglądam Instagram @sjasionowska, widzę, że są ludzie, którzy – delikatnie mówiąc – wątpią w sens jej pisania (choć prawdopodobnie nic nie przeczytali). Jakby publikowanie wierszy i esejów własnym sumptem w jakiś sposób obniżało ich wartość. Sadzą krytyczne komentarze pod postami.
To ja im odpowiem. Jeśli ktokolwiek dzięki twórczości Jasionowskiej-Kuryło poczuje się pewniej, „nadziejniej", mniej sam, a jestem pewna, że takich odbiorców nie brakuje – ma ona sens niepodważalny. W przeciwieństwie do głupkowatych komentarzy w internecie, które – zauważmy to przecież – też trafiają w eter bez logo dużego wydawcy.

W NAJNOWSZYM NUMERZE

Poetka z diagnozą F41: Dzięki dyskomfortowi wzrastamy jako ludzie, ale cierpienie nie jest twórcze
- Zawsze miałam bardzo dobre oceny, byłam w samorządzie szkolnym, podejmowałam się mnóstwa rzeczy. Jednak było to okupione bardzo wysoką ceną - mówi Sandra Jasionowska-Kuryło, poetka, programistka, pacjentka psychiatryczna.
CZYTAJ WIĘCEJ

NIE PRZEGAP

WARTO PRZECZYTAĆ