Kultura nie zbawi świata
Za wszystko co złe odpowiada kultura. Wciska nam niszczące społeczeństwa ideologie, forsuje treści, które są dla nas szkodliwe, zmusza nas do przyjmowania poglądów, z którymi się nie zgadzamy. I tak zmienia ludzi, będąc idealnym narzędziem manipulacji. Wystarczyłoby tylko, aby pokazywała odpowiedni przekaz i od razu żyłoby nam się dostatniej. Nie byłoby przemocy, rodziłoby się mnóstwo dzieci, kobiety nie chciałyby robić kariery, tylko siedziałyby w domu i gotowały obiady. Albo w drugą stronę – nie byłoby nienawiści między różnymi grupami społecznymi, osoby LGBT+ dostałyby pełnię praw, a ksenofobia i rasizm zniknęłyby w mrokach przeszłości.
Ale co jeśli się mylimy?
W najnowszym numerze „Plusa Minusa” przyglądamy się jednemu z najbardziej fascynujących sporów współczesnej humanistyki. Czy kultura rzeczywiście ma moc kształtowania naszych poglądów? Czy filmy, książki i seriale są narzędziem społecznej zmiany? A może przypisujemy im znacznie większą siłę, niż mają w rzeczywistości?
To pytania, które wykraczają daleko poza świat sztuki. Dotykają polityki, edukacji, wychowania, mediów i codziennych sporów światopoglądowych. W końcu niemal każda debata o kulturze sprowadza się dziś do jednego przekonania: opowieści zmieniają ludzi.Ale czy naprawdę?
W tekście otwierającym mierzę się z najważniejszymi teoriami opisującymi wpływ kultury na odbiorców. Przypominam badania dotyczące efektu transportacji narracyjnej oraz symbolicznej anihilacji, pokazując jednocześnie, że nauka wcale nie mówi jednym głosem. Bo obok argumentów przemawiających za ogromnym znaczeniem fikcyjnych historii pojawia się coraz więcej teorii wskazujących na ich ograniczenia. To nie jest kolejny tekst, który ogłasza, że „wszystko jest propagandą” albo przeciwnie – że sztuka jest całkowicie niewinna. To próba wyjścia poza prosty podział na tych, którzy wierzą w niemal magiczną moc kultury, i tych, którzy odmawiają jej jakiegokolwiek znaczenia.
Bo być może najciekawsza odpowiedź brzmi: to zależy.
Mateusz Kukla przygląda się bowiem temu, jak popularne sitcomy – od „I Love Lucy”, przez „Świat według Bundych” i „Przyjaciół”, aż po „Teorię wielkiego podrywu” – odzwierciedlały i współtworzyły zmiany w naszym myśleniu o rodzinie, dorosłości i relacjach. Czy to telewizyjny ekran narzucił nam model singla z wielkiego miasta, czy jedynie bezlitośnie uchwycił kryzys tradycyjnej rodziny i demograficzne przeobrażenia? A może narastający kryzys demograficzny oraz cyfrowe zmęczenie mogą przynieść powrót do opowieści o trwałych związkach i rodzinnym życiu?
Ostatecznie, czy możemy szczerze przyznać, że kultura nie wywiera żadnego wpływu?
Łukasz Adamski bierze na warsztat głośny, promowany przez Elona Muska film „Citizen Vigilante” w reżyserii Uwe Bolla, w którym Armie Hammer wciela się w postać bezwzględnego mściciela zabijającego nielegalnych imigrantów. Choć obraz przedstawiany jest jako prawicowy manifest przeciwko błędnej polityce migracyjnej, Adamski dostrzega w nim nie tradycyjny konserwatyzm znany z „Życzenia śmierci” czy „Brudnego Harry’ego”, lecz niebezpieczną, nihilistyczną i jakobińską erupcję przemocy. To kolejny dowód na to, jak sztuka i popkultura – stając się orężem w wojnie ideologicznej – potrafią zastąpić moralny kompas prostą radykalizacją.
A może kultura po prostu straciła swą sprawczą moc?
Łukasz Kobeszko wraca do lat 80. – czasów, gdy gwiazdy rocka i popu, takie jak Bruce Springsteen, U2 czy Michael Jackson, angażowały miliony widzów wokół spraw wolnościowych, popierając polską „Solidarność” czy organizując gigantyczne akcje charytatywne w rodzaju Live Aid. Dlaczego tamten wolnościowy, ogólnoludzki etos dzisiaj niemal całkowicie wygasł? Zamiast dążenia do globalnej zmiany mamy dziś młode pokolenie wykonawców zamykające się w mikrotożsamościowych bańkach, festiwale muzyczne zamienione w megakorporacyjne biznesy i publiczność przebodźcowaną algorytmami sieci – co rodzi gorzką refleksję o tym, że kultura w sprawach społecznych już nie działa.
Nie chcemy dawać prostych i łatwych do przyjęcia odpowiedzi. Wolimy stawiać trudne pytania i zachęcić Państwa do wyciągania własnych wniosków.
To jednak zaledwie wstęp do tego, co znajdą Państwo w najnowszym numerze. Piotr Zaremba analizuje, jak początkowy poryw solidarności z Ukraińcami ustępuje dziś miejsca nieufności i wygasającym emocjom. Z kolei Barbara Hollender przygląda się fenomenowi najnowszego Spider-Mana, pokazując, że we współczesnym kinie czas klasycznych siłaczy dobiegł końca, a nowym bohaterem staje się chłopak zmagający się z własnymi traumami. O tym, że w poszukiwaniu odpowiedzi na współczesne kryzysy popkultura coraz chętniej sięga do klasyki, pisze natomiast Estera Flieger – wskazując, jak Homerowa „Odyseja” staje się dla kina kluczem do opowiedzenia o płonącym świecie i naszych własnych zmaganiach. Dla odsapnięcia polecam również świetne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego „Człowiek z drugiego piętra”.
Zapewniam, że w całym numerze czekają na Państwa wyjątkowo poruszające teksty – gorąco zachęcam do lektury.