Święto Wojska Polskiego w przededniu wyborczej kampanii
Trudno powiedzieć czego było więcej w tegorocznych obchodach Święta Wojska Polskiego, podniosłości, czy ścigania się w retoryce narodowej. Na potrzeby tego tekstu umówmy się, że proporcje były podobne. Słowem naród szermowali na równi premier w Gdyni i prezydent w obecności i udziałem szefa MON w Warszawie. Wszystko dla narodu; jego ducha, jego wartości, jego bezpieczeństwa, przyszłości; biorący w defiladach obcokrajowcy musieli poczuć się co najmniej dziwnie. Nas z kolei, nie dziwi to w ogóle, bo jakby nie spojrzeć, już za chwilę zaczyna się kampania wyborcza i dzisiejsze defilady, pokazy i prezentacje musiały być jednym wielkim politycznym show off. Jedynie premier Donald Tusk próbował wyjaśnić uczestnikom obchodów po co ta niezwykła demonstracja mocy militarnej Polski. „To list otwarty…” – mówił w Gdyni. „Do naszych sąsiadów. Do naszych sojuszników i wrogów”. Ci ostatni mają nas się bać, ci pierwsi szanować. Nie obeszło się też bez kontrowersji w sprawie prowokacyjnego hasła tegorocznych obchodów. Polska SAFE, Bezpieczna Polska. Karol Nawrocki ogłosił gromkim głosem, że Polska nie potrzebuje obcych słów, a na naszych sztandarach widniało zawsze hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna”, a nie jakieś SAFE. Szybko doczekał się odpowiedzi od Władysława Kosiniaka – Kamysza, który wyjaśnił sens tego (jak się okazuje) skrótu. SAFE – to w kolejności Sojusze, Armia, Fabryki i Europa, cztery filary bezpieczeństwa Polski. Reakcji Karola Nawrockiego na to wyjaśnienie kamerzyści TVP dobrotliwie nie pokazali. Mimo dyskretnej polemiki w sprawie tego, czy klucze do polskiego bezpieczeństwa powinny być zdeponowane w sejfie w którejś z Europejskich stolic, czy nad Wisłą uczestnicy obchodów nie przesadzili jednak z docinkami, a pan prezydent zobowiązał się, że będzie pilnował dokonań obecnego rządu w dziedzinie obronności także po kolejnych wyborach. Cóż; ręce się składają do oklasków, zwłaszcza, że tuż po przemówieniach wiślanym nabrzeżem przemaszerowały kolumny eleganckiego wojska, przewaliły się dziesiątki czołgów, armato-haubic, wozów bojowych piechoty i co tam jeszcze rdzewieje w armijnych garażach. Wszystko na oczach zebranej w Warszawie gawiedzi i na ekranach milionów telewizorów w całym kraju. Było dobrze. Profesjonalnie, podniośle i niemal bez docinek. Mam tylko wrażenie, że unikano trudnych tematów, jak choćby wsparcie dla walczącej Ukrainy; cóż, kampania wyborcza. Wypada to zrozumieć. Czytajcie Rzeczpospolitą, czytajcie rp.pl. Namawiam