Kolejne kroki w wojnie polsko-polskiej
Czy Polska jest lepsza po wczorajszej gorącej debacie i głosowaniach w Sejmie? Ani trochę.
Pomijając żenujący poziom agresji (jedna z posłanek PiS szczekała na premiera), żadna z całkiem ważnych dla państwa spraw nie nabrała tempa. Sejm nie odrzucił weta prezydenta w sprawie nadzoru nad rynkiem kryptowalut, czego efektem będzie kompletne bezhołowie w tej dziedzinie na polskim rynku i kary ze strony Brukseli za niewprowadzenie unijnych regulacji ochronnych. Znów zadecydowała polaryzacja; interes obywateli i interes państwa dla rezydentów Wysokiej Izby (aż nie chce się ich nazywać posłami) okazał się drugorzędny. A paradoks polega na tym, że odrzucona przez prezydenta ustawa i ustawa poprawiona przez prezydenta różnią się kilkoma ledwie zapisami. Przy odrobinie dobrej woli kompromis był o krok. Ale kompromisu nie będzie; sejmowi antagoniści są twardzi.
W sprawie obsady Trybunału Konstytucyjnego też zamiast porozumienia posunęliśmy się o krok dalej w wojnie polsko-polskiej. Sejm wybrał polityka, który ma takie same szanse na złożenie ślubowania przy fizycznej obecności prezydenta, jak Mirosław Hermaszewski na ponowny lot w kosmos. Jedyne co nas czeka w TK, to scenariusz siłowy, który tylko pogorszy stan polskiej demokracji.
Po wczorajszych ekscesach w Sejmie zastanawiam się, co mogłoby nam pomóc i dać ludziom więcej wiary w sens polityki? Trudno o dobry scenariusz, bo nawet nowe, nieskalane jeszcze udziałem we władzy elity, grzeszą takim samym, albo większym poziomem zajadłości, co stare. Co musiałoby się stać, aby to zmienić? Jakiś masowy ruch, jak niegdyś Solidarność, acz pod nowymi hasłami? Międzynarodowy kryzys, który pozwoli nam się obudzić? Nie życzę tego Polakom, ale cały zamieniam się w słuch, czy aby nie nadciąga. A jest czego słuchać. Zwłaszcza na wschodzie. Czytajcie Rzeczpospolitą, czytajcie rp.pl.