Drogo na stacjach, coraz drożej
Gdy rano jechałem z mojego przedmieścia na P&R przy metrze, po drodze mignęła mi na mijanej stacji paliw cena 8,94 zł za litr diesla. Zgroza. Tym większa, że są już prognozy mówiące o 10 zł za litr. To oczywiście skutek toczącej się 5 tys. km od nas wojny na Bliskim Wschodzie, która za nic nie chce wygasnąć. Ba, zmagające się strony blokują co i rusz kolejne trasy, którymi ropa naftowa w czasach pokoju płynie w świat. Nic dziwnego, że polscy transportowcy desperują. A konsumenci wyglądają trzeciej edycji programu osłonowego CPN.
Oba dotychczasowe kosztowały aż 5,2 mld zł, a sytuacja budżetu jest bardzo napięta. Ekonomiści nawołują do ograniczenia wydatków państwa.
Dlatego rząd uzależnia ewentualne dalsze działania osłonowe od podpisu prezydenta pod ustawą o windfall tax od firm energetycznych i paliwowych, które zyskują na wysokich notowaniach ropy. Mój kolega redakcyjny wzywa Karola Nawrockiego do podpisania ustawy.
Nie wygląda jednak na to, by prezydent uległ tym namowom. Duży pałac już sygnalizuje, że przygotuje własny projekt ustawy. A jako że Karol Nawrocki nie kontroluje parlamentu, przygotujmy się na dłuższą paliwową drożyznę. No, chyba że wojna nad Zatoką Perską nareszcie się skończy. To chyba bardziej prawdopodobne od politycznej zgody między pałacami w naszej stolicy.