Dziś zaczyna się 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W tym roku będzie na nim wyjątkowo kosmopolitycznie.
Tuż przed rozpoczęciem festiwalu ogłoszono tytuł filmu, który będzie reprezentował Polskę w wyścigu po nominację do Oscara. Wybór padł na
„Ojczyznę" Pawła Pawlikowskiego, która znalazła się także w Konkursie Głównym gdyńskiej imprezy.
Czy dzięki temu jury pod przewodnictwem Krzysztofa Zanussiego poczuje się swobodniej, oceniając szczęśliwą szesnastkę?
„Ojczyzna" premierę miała w Cannes, Pawlikowski dostał tam nagrodę za reżyserię. Od tego momentu mówi się o oscarowych szansach filmu, a zwłaszcza szansach grającej główną rolę Eriki Mann, córki Thomasa Manna razem z ojcem odwiedzającą po II wojnie światowej Niemcy, Sandry Hüller.
Piekielnie utalentowana Niemka jest jedną z wyjątkowo w tym roku szerokiego grona zagranicznych aktorów w konkursowych filmach. Są wśród nich: Brytyjczyk Stephen Graham, Szwedka Noomi Rapace i Japonka Reika Kirishima, Irlandczyk Aidan Gillen, Izraelczyk Itay Tiran czy Angielka Lesley Manville.
Za ich sprawą z ekranów płyną rozmaite języki. W „Ojczyźnie" mówi się po niemiecku, angielsku, francusku i rosyjsku, w
„Dobrym chłopcu" Jana Komasy po angielsku, w „Hot Spot" Agnieszki Smoczyńskiej po angielsku i japońsku, w „Pojedynku" Łukasza Palkowskiego po angielsku, rosyjsku i francusku, w „Dzikim, dzikim wschodzie" Jana Holoubka po niemiecku, a w „Zimie pod znakiem wrony" Kasi Adamik znów po angielsku.
W czterech ostatnich filmach są także polscy aktorzy (w tym dwa razy Andrzej Konopka) i polskie dialogi, ale są to zdecydowanie produkcje międzynarodowe. Polscy twórcy bowiem na dobre rozgościli się w europejskiej kinematografii, a tematy, które podejmują, zrozumiałe są dla szerszej niż polska publiczności.