„Odpisywać teraz? Nie, poczekam kwadrans, zanim odpowiem.”
Rozgrywamy.
Bez względu na wiek, doświadczenia czy etap życia. Rozgrywki mają różny charakter. Ten służbowy, codzienny, ale ja myślę o tym w relacji, nazwijmy to romantycznej, szczególnie na początkowym etapie, gdy nie do końca jeszcze odkrywamy karty.
Dlaczego tak często gramy, zamiast po prostu być sobą? O to zapytałam pewnego mężczyznę. Według mnie - licencjonowanego eksperta w tej dziedzinie. Dojrzałego, po przejściach, takiego, który wydaje się wiedzieć i nie bać niczego. A jednak, sięgając po kubek zielonej herbaty, odpowiedział: „By móc się ochronić”. To zdanie zostało ze mną.
Bo przecież chronimy się przed złamanym sercem. Przed rozczarowaniem. Przed tym, że ktoś zobaczy, jak bardzo chcemy być blisko. Że zauważy nasze oczekiwanie. Że zorientuje się, że czekamy na wiadomość.
Więc czasem czekamy kwadrans. Czasem dzień. Czasem udajemy, że wcale nie mieliśmy ochoty się odezwać. Nie dlatego, że nie chcemy. Właśnie dlatego, że chcemy.
Tylko gdzie w tym wszystkim jest przestrzeń na autentyczność? Pomyślałam wtedy, że może właśnie na tym polega dorosłość w relacjach. Nie na tym, że przestajemy się bać, ale na tym, że uczymy się coraz sprawniej ten strach ukrywać.
Wiemy już, co może zaboleć. Znamy smak rozczarowania. Pamiętamy poprzednie związki. I wiemy, jak łatwo pomylić czyjeś zainteresowanie z obietnicą.
Więc pilnujemy siebie. Nie odpisujemy od razu. Nie pytamy, kiedy się zobaczymy. Nie pokazujemy, że czekamy. A potem dziwimy się, że druga osoba nie wie, czego właściwie chcemy.
Czy doświadczenie pomaga nam lepiej kochać, czy tylko szybciej rozpoznawać zagrożenie? Czy im więcej wiemy o miłości, tym trudniej nam się w niej odsłonić?
Wydawałoby się, że z czasem powinno być łatwiej. Że po kolejnych relacjach, rozczarowaniach i lekcjach wiemy już, czego chcemy. Że umiemy rozmawiać o swoich potrzebach. Że potrafimy powiedzieć: „Zależy mi”.
Właśnie tak by się wydawało, a jednak często nadal wybieramy ostrożność. Bo przecież lepiej nie pokazać za dużo. Lepiej nie wyjść na zbyt zainteresowaną. Lepiej nie dać drugiej osobie poczucia, że ma nad nami przewagę. Tylko czy w relacji naprawdę chodzi o to, żeby ktoś nie miał nad nami przewagi?
Czy może o to, żebyśmy oboje mogli przestać jej potrzebować?