Przepychanki w cieniu Rosji
Polskie schizis na całego. Dopiero co podziwialiśmy zgodność i klasę komunikowania światu naszych interesów przez polskich polityków na forum ONZ, a już zaczyna się tradycyjne, wzajemne podgryzanie po powrocie nad Wisłę.
Przekaz dla świata Karola Nawrockiego i Radosława Sikorskiego był zgodny; imperialna Rosja Putina sprzeniewierza się wartościom leżącym u podstaw Karty Narodów Zjednoczonych i winna ponieść tego konsekwencje. Wojna w Ukrainie jest zwyczajną agresją i nie należy jej traktować inaczej, niż działań Hitlera, czy Stalina. Na dodatek Putin z jego wizją polityki jest groźny dla reszty świata, a gorąca wojna z Zachodem wisi na włosku. Tylko bić brawo; obaj politycy w swoim przekazie najlepiej jak można reprezentowali polską rację stanu.
Podobnie powinno wyglądać współdziałanie w sprawie budowy w Polsce amerykańskiej bazy. Pomiędzy „pałacami” jest zgoda, że taka baza będzie służyła bezpieczeństwu Polski, choć w jakiś sposób odbije się na ideale narodowej suwerenności. Tyle, że suwerenność w epoce strategicznej dominacji mocarstw, to kategoria podśmierdująca nieco naftaliną. Liczą się światowej bloki; pakty, układy, strefy wpływów i to co sobie cenimy najbardziej, spokój i bezpieczeństwo. A amerykańska baza nad Wisłą zwiększa szanse na spokój i bezpieczeństwo nad Wisłą. Po co więc wzajemne podgryzanie się ludzi z przeciwnych obozów w kwestii polskiego interesu strategicznego? Jeśli prawdą jest, choć ja osobiście w to nie wierzę, że politycy prawicy usiłowali wpłynąć na zablokowanie spotkania Władysława Kosiniaka-Kamysza z Petem Hegsethem w Waszyngtonie, należałoby takie działania traktować jako polityczny sabotaż. Na szczęście nie ma na to dowodów.
Ale jest krytyka działań rządu w sprawie przygotowań do budowy bazy ze strony ludzi obozu prezydenckiego. Minister Marcin Przydacz w wywiadzie dla WP zasugerował, że opóźnienia w realizacji projektu wynikają z braku determinacji i sprawności dyplomatycznej ze strony rządu. Naprawdę? Panie ministrze. A z której to strony rząd jest opieszały, skoro nawet podczas pańskiej obecności w Nowym Jorku w Waszyngtonie pracowała dwójka polskich wiceministrów? Minister Przydacz atakuje też premiera Tuska, że ten dezorientuje i wzbudza panikę Polaków tajnym raportem CIA, którego… nie było. A skąd pan to wie? Czy polski minister koordynator służb Tomasz Siemoniak spotkał się w Stanach z szefem CIA Johnem Ratcliffem, by wypić kawę? I skąd pewność, że Siemoniak ze Stanów żadnych tajnych dokumentów nie przywiózł? Byłoby to naprawdę dziwne.
Podsumowując; są sprawy strategiczne, w których nawet logika wewnętrznej gry politycznej nie powinna dzielić. To bezpieczeństwo państwa. Zarówno „tajny raport”, jak i amerykańska baza mają z nim bezpośredni związek. Zatem ciszej w tej sprawie. I spokojniej. Czytajcie Rzeczpospolitą; czytajcie rp.pl.