Grenlandia, Rada Pokoju i nowa forma europejskiej niezależności
Rok temu Donald Trump został zaprzysiężony na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. I nie pozwolił o sobie zapomnieć w żadnym z pierwszych 365 dni swojej drugiej kadencji. Dziś świat zastanawia się (przede wszystkim, choć nie tylko), jak reagować na coraz ostrzejsze komentarze Trumpa w sprawie Grenlandii oraz co zrobić z jego propozycją utworzenia Rady Pokoju, do której zaprosił m.in. Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę. „Brakuje tylko zaproszenia do Rady Pokoju dla Kim Dzong Una. Być może jeszcze nie zapłacił wymaganego od stałych członków miliarda dolarów” – pisze w swoim komentarzu Rusłan Szoszyn.
Może po „załatwieniu” problemów Bliskiego Wschodu, a później Ameryki Południowej, Trump chciałby z jej pomocą rozwiązać sprawę Grenlandii? Na razie zapowiedział, że temat przyszłości wyspy będzie omawiany podczas trwającego w Davos Światowego Forum Ekonomicznego. „Jak bardzo jasno wyraziłem wobec wszystkich, Grenlandia jest kluczowa dla bezpieczeństwa narodowego i światowego. Nie ma tu mowy o odwrocie” – podkreślił prezydent USA.
Ale zanim w Davos dojdzie do rozmów o przyszłości Grenlandii, swoje wystąpienie w alpejskim kurorcie miała m.in. szefowa Komisji Europejskiej. – Wstrząsy geopolityczne mogą i powinny być wykorzystywane przez Europę jako szanse. Szanse na budowę nowej formy europejskiej niezależności – powiedziała Ursula von der Leyen. Podkreślała, że Unia Europejska prowadzi coraz bardziej niezależną politykę, której przejawem jest choćby zawarcie, po 25 latach negocjacji, umowy o wolnym handlu z krajami grupy Mercosur. Bruksela zamierza również lepiej wykorzystać potencjał drzemiący w europejskich firmach, dla których kulą u nogi są dziś skomplikowane i często zmieniające się regulacje. Dlatego von der Leyen zapowiedziała… kolejne regulacje. Oczywiście probiznesowe.