Trump nie ogłosił końca naszego świata
Politycy, biznes i oczywiście mieszkańcy niektórych części globu czekali w potężnym napięciu, wyszło… przynajmniej bez kolejnych powodów do szybkich i fundamentalnych obaw. Przypominające strumień świadomości przemówienie prezydenta USA Donalda Trumpa w Davos wprawiałoby w osłupienie przed jego – jak sam to określił - „wspaniałym zwycięstwem” w amerykańskich wyborach. Ale rok z kolejną kadencją Trumpa zrobił swoje.
Wyraźnie zadowolony z przebiegu rocznicy prezydentury przywódca USA był łaskawy między innymi dla miejsca, które niespodziewanie stało się tzw. zapalnym regionem, czyli Grenlandii. Po serii obraźliwych uwag pod adresem Europy, a Danii w szczególności, zapewnił że nie zajmie „góry lodu” siłą. Jednak jak zauważa Artur Bartkiewicz, publicysta „Rzeczpospolitej” „Jeśli ktoś odetchnął z ulgą po tym, jak Donald Trump zapewnił, że nie weźmie Grenlandii siłą, powinien zadać sobie pytanie o czym świadczy to, że prezydent USA musiał złożyć takie zapewnienie”. Jak optymistycznie zapewnia Bartkiewicz „Trump nie ogłosił w Davos końca naszego świata”. Przynajmniej to.
Duńczycy próbują się odwinąć tej słowno-dyplomatycznej agresji. „Duński fundusz emerytalny AkademikerPension ogłosił plany sprzedaży do końca stycznia wszystkich posiadanych amerykańskich obligacji skarbowych. Zdaniem Duńczyków działania Donalda Trumpa czynią zbyt ryzykownymi inwestycje w amerykańskie papiery” – piszemy na rp.pl. Czy inni pójdą w ślady Kopenhagi?