Jak zadziała maksymalna cena paliw?
Jeszcze w lutym wydawałoby się to zupełnie niemożliwe. Ba, nawet po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, kiedy ceny m.in. ropy wystrzeliły, pociągając za sobą skokowe podwyżki na stacjach, wielu ekspertów uważało, że nie może do tego dojść. A jednak: rząd zdecydował się nie tylko obniżyć czasowo VAT i akcyzę na paliwa, ale także wprowadzić mechanizm ceny maksymalnej. Przepisy (tzw. pakiet CPN) przygotowano ekspresowo, jeszcze szybciej podpisał je prezydent, dzięki czemu minister energii już dziś mógł ogłosić, ile maksymalnie może kosztować we wtorek benzyna i diesel.
– Jeżeli będzie wyższa cena, no to będzie to działanie niezgodne z prawem, dlatego że ustawa jasno przewiduje, że zakazuje się oferowania sprzedaży paliw po cenach przewyższających ceny maksymalne – pogroził rano w Radiu RMF24 wiceminister energii Wojciech Wrochna. Trudno dziś przewidzieć, jak będzie wyglądało egzekwowanie przestrzegania tych przepisów w praktyce. Wiadomo jednak, że stacjom sprzedającym paliwo powyżej stawki maksymalnej grozi kara 1 mln zł.
Nawet jeśli mechanizm ceny maksymalnej zadziała zgodnie z intencjami rządu, nie obniży cen skutecznie, jeśli wojna USA i Izraela z Iranem będzie się przedłużała, a tankowce z ropą nie będą płynąć przez cieśninę Ormuz. Zdaje sobie z tego sprawę przynajmniej część kierowców, z coraz większym niepokojem podjeżdżających w ostatnich tygodniach do dystrybutorów. Nerwy towarzyszące wizytom na stacjach część z nich skłoniły już nawet do zainteresowania się samochodami elektrycznymi (mimo że nie ma – i w najbliższym czasie nie będzie – rządowych dopłat do ich zakupu). Według analiz serwisu Otomoto od końca lutego 2026 r. zainteresowanie elektrykami wzrosło o blisko 39 proc., podczas gdy zainteresowanie samochodami z silnikiem diesla spadło.
W sumie trudno się dziwić, skoro notowania ropy wciąż pną się w górę. W marcu wzrosły już o niemal 60 proc. i jest to największy miesięczny skok notowań w historii. To nawet więcej, niż we wrześniu 1990 r., gdy rynki przeżyły szok związany z najechaniem przez Saddama Husajna na Kuwejt. Wtedy cena surowca gatunku Brent skoczyła „tylko” o 46 proc.
I to raczej nie koniec, bo wbrew zaklęciom Donalda Trumpa wojna na Bliskim Wschodzie nie wygląda, jakby miała się niedługo skończyć. Dlatego mimo chwilowej ulgi związanej z interwencją rządu, kierowcy powinni zapiąć pasy i przygotować się na kolejne wstrząsy.