Kryptoafera uderza w PiS, ale ośmiesza też państwo
Przedpołudniowe głosowanie, w którym Sejmowi nie udało się odrzucić prezydenckiego weta do ustawy o kryptowalutach, wyznaczyło – wraz z postępującym rozłamem w PiS – polityczny rytm dnia. Donald Tusk w ogrodach kancelarii premiera po raz kolejny atakował PiS i prezydenta za to, że nie chcieli przyjąć przepisów regulujących branżę kryptowalut. Premier zarzucił, że giełda Zondacrypto wspierała poprzedniego i obecnego prezydenta (chodzi o sponsorowanie wydarzeń, w których brali udział, głównie konferencji CPAC), a nawet wspierała finansowo polityków PiS i Konfederacji.
Stwierdził też, że w sprawie Zondacrypto mogą być dziesiątki tysięcy poszkodowanych klientów. Zaś w tle jej działalności pojawia się sporo cieni. – To jest zaginięcie lub najprawdopodobniej śmierć założyciela tej firmy. To są pieniądze rosyjskiej mafii. To jest wpływ rosyjskich służb – mówił premier.
Warto się jednak na moment zastanowić, czy chcąc pokazać niecne powody, dla których Karol Nawrocki zawetował ustawę regulującą branżę krypto, premier nie uderzył w polskie państwo. Owszem, gdyby ustawa została podpisana, Komisja Nadzoru Finansowego miałaby lepsze narzędzia nadzoru nad takimi podmiotami, jak giełdy kryptowalut. Ale i ona (jak wykazał w analizie przepisów Marek Kutarba) zakładała okres przejściowy do połowy tego roku, więc nie zapobiegłaby problemom dzisiejszych klientów Zondacrypto. W dodatku KNF już parę lat temu ostrzegała klientów przed firmą BitBay, jak wcześniej nazywała się Zondacrypto. Nie ma więc żadnych podstaw, by twierdzić, że gdyby Nawrocki ustawę podpisał, sytuacja klientów byłaby lepsza. Bo zawetowane przepisy nie dawały gwarancji zwrotu wpłacanych na giełdy sum.
Jeśli więc premier mówi, że za wszystkim stała rosyjska mafia i rosyjskie służby, a mimo to giełda działała, to pytanie, gdzie jest państwo? Gdzie są służby specjalne? Kto od dwóch i pół roku rządzi i sprawuje kontrolę nad służbami? Premier słusznie krytykuje powiązania prezydenta i prawicy ze światem krypto. Ale niechcący uderza w siebie, pokazując indolencję państwa, w którym pod okiem służb kwitną interesy rosyjskiej mafii i FSB.
Drugim tematem dnia jest podskakująca przykrywka w gotującym się garnku o nazwie PiS. Mateusz Morawiecki założył stowarzyszenie, którego cele – zdaniem Jarosława Kaczyńskiego – są podstawą do wykluczenia członków tego stowarzyszenia z PiS. Prezes ostrzegł, że kto będzie aktywny w tej organizacji (jeśli ona nie zmieni swoich celów), nie będzie mógł liczyć na miejsca na listach Prawa i Sprawiedliwości. A więc, dalej nie ma przełomu, wciąż są tylko groźby i przeciąganie liny. Ale jak zauważył w podkaście „Polityczne Michałki” Michał Kolanko, wskazówka rozłamometru poszła w górę.