Nocna prohibicja
na dobre zadomowiła się w wielu polskich miastach i miasteczkach, w sumie w około 200. Teraz do miast, w których obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu po godz. 22, dołączyła Warszawa. Ale zanim do tego doszło, warszawscy radni Koalicji Obywatelskiej – rządzący stolicą - zafundowali sobie jesienią 2025 r. potężny kryzys. Zmusili prezydenta Rafała Trzaskowskiego, by zrezygnował z wprowadzenia w całej Warszawie nocnego zakazu sprzedaży alkoholu. Zrobili to nie tylko wbrew niemu, ale także wbrew głosom mieszkańców i miejskich aktywistów, którzy przekonywali, że alkohol niszczy miasto.
Tej wewnątrzpartyjnej rozgrywki między radnymi a prezydentem Warszawy nie byli w stanie zrozumieć zwolennicy KO, a przeciwnicy mieli powody do radości, patrząc, jak rządzący Warszawą sami sobie podstawili nogę.
I chociaż nocna cisza alkoholowa –
po reprymendzie Donalda Tuska - ostatecznie weszła właśnie w życie, to nie znaczy, że tamte niesnaski są już tylko wspomnieniem. Życie pokazało, że sposobów na sprzedaż alkoholu nocą jest sporo. Kto będzie spragniony procentów, na pewno je znajdzie. Dlatego ci z radnych, którzy wieszczyli, że zakaz doprowadzi do reaktywacji melin, będą triumfować. I zaczną kontestować prohibicję, wykorzystując temat do wewnętrznych rozgrywek z prezydentem. Jedyna nadzieja, że premier, który wcześniej utemperował stołecznych działaczy, teraz nie pozwoli im znowu za głośno harcować.