Wyniki matur w cieniu szczytu NATO w Ankarze
Ponad 300 tys. tegorocznych maturzystów oraz ich bliskich miało dziś nerwowy poranek. Wyniki matur okazały się jednak całkiem dobre, a egzamin dojrzałości zdało ponad 81 proc. absolwentów szkół średnich. Maturę oblało 6,6 proc. zdających, a ponad 12 proc. będzie mogło przystąpić do poprawki w sierpniu. To wyniki podobne (lub nieco lepsze) od ubiegłorocznych. Martwić może za to liczba unieważnionych egzaminów. Takich przypadków było w tym roku aż 416, ponad 70 proc. więcej niż rok temu. Najczęstszą przyczyną unieważnienia egzaminu była „niesamodzielna praca”. Co zrobić, „znów za rok matura”…
Kiedy abiturienci czekali na wyniki matur, minister zdrowia przygotowywała się do konferencji prasowej, na której miała zapowiedzieć zmiany w systemie ochrony zdrowia. Jolanta Sobierańska-Grenda proponuje m.in. skończenie z kominami płacowymi i wprowadzenie maksymalnych poziomów wynagrodzeń, zmiany w wycenach świadczeń czy ograniczenia w zawieraniu przez lekarzy umów z różnymi placówkami. Pytana przez dziennikarzy o ewentualną dymisję minister odpowiedziała, że ma „zawarty kontrakt z premierem”. – Dopóki będziemy z premierem ten kontrakt kontynuowali, to będę w ministerstwie zdrowia – ucięła temat.
W trakcie konferencji przekonywała, że system ma być przejrzysty i „bezpieczny dla pacjenta”, żeby „budować coraz większe zaufanie do tego, co robimy w systemie ochrony zdrowia”. Problem w tym, że przynajmniej część zapowiedzianych dziś „reform” to pomysły, o których mówi się od dawna, odgrzane w związku z aferą wokół Warszawskiego Szpitala Południowego i oczekiwaniem zdecydowanych działań ze strony Donalda Tuska. „Zapowiedziane przez minister Jolantę Sobierańską-Grendę reformy mają jednak przede wszystkim obniżyć temperaturę politycznego sporu” – podkreśla w komentarzu Dominika Pietrzyk. Uspokoić elektorat dzięki zapowiedziom zmian może się uda, ale chorego systemu to nie uzdrowi.
Przywódcy państw NATO próbowali dziś (podobnie jak wczoraj) doskonalić sztukę obłaskawiania prezydenta USA. I trzeba przyznać, że wychodzi im to coraz lepiej. Szczyt NATO w Ankarze, choć nie ukrył głębokich podziałów wewnątrz sojuszu, zakończył się bez większych kontrowersji (oczywiście jeśli uznać, że nie jest kontrowersją np. nazwanie przez lokatora Białego Domu Hiszpanów „beznadziejnymi, złymi ludźmi”). Co ważne, szczyt zakończył się jednak deklaracją żelaznego przywiązania sojuszników do art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Może się też okazać, że był to ostatni (przynajmniej na jakiś czas) coroczny szczyt NATO. Według informacji Bloomberga może dojść do przełożenia przyszłorocznego spotkania, zaplanowanego w Albanii, aby nie dawać Trumpowi okazji do dalszych ataków na sojuszników.